Ja mam metodę: IZOLACJA! I nie ma zmiłuj... Nie chcę mieć nic do czynienia z rodziną męża.
Na szczęście nie jest maminsynkiem i to ja jestem dla niego najważniejsza. Ja i nasze wspólne szczęście. I na szczęście jego dzieckiem też nie muszę się zajmować, ponieważ jego była żona wywalczyła, że dziecko ma być przy niej żeby alimenty dostawać, więc niech się sama nią zajmuje. A my oprócz płacenia alimentów palca nie przyłożymy.
Na szczęście moja rodzina, choć na początku sceptyczna wobec mojego męża, który (tak, jak u Ciebie Wredotko) był uznany za dziwoląga, jako tako go toleruje i nie robi mu żadnych problemów, nie daje do zrozumienia, że uważają go za gorszego czy coś... Najważniejsze jest, że ja z nim jestem szczęśliwa. A skoro daje mi szczęście to już niech będzie jaki jest
I wiecie co... Moja przyjaciółka zadzwoniła. Przeprosiła mnie i wytłumaczyła co się działo, że nie odbierała i że wszystko źle wyszło. Obiecała, że pójdzie ze mną do gina i na kawę jak tylko będę w Wawie, czyli w weekend po świętach.
Dobrze, że odważyłam się napisać tego smsa. I nie mogę się doczekać, aż się z nią spotkam

Widzicie, dzisiaj jest dobry dzień! Jak tylko wstałam to o tym wiedziałam, dlatego własnie dzisiaj do niej napisałam, choć nosiłam się z tym zamiarem od kilku tygodni...