reklama

Staraczki Weteranki...

reklama
a wiesz że castagnusia bierze się maks 3 miesiące i potem trzeba odczekać conajmniej 5 aby zacząć nową kuracje..
Skoro wina nie leży po twojej stronie to może warto zadziałać od strony męża? witaminy jakieś badania itd... robił? wiadomo o co kaman? plemniczki słabe?

wiem o tym castagnusie, ale kiedys nie wiedzialam i bralam go chyba non stop przez 2 lata...
Od strony meza dzialalismy, zbadalismy wszystko co mozna. Oblecielismy trzech andrologow, klinike nieplodnosci. Wynikow nie ma najlepszych, ale wszyscy twierdza zgodnie, ze nie jest tak zle, zeby sie nie dalo zaplodnic... A jednak - sie nie daje...

P.S. Nie nazywajmy tego "winą" ;) Tak brzydko to brzmi... Niczyja to wina, po prostu przypadlosc, geny, choroba... Taki los
 
korA jasne tak tylko mi sie napisalo.... :) taki los powiadasz.... ja myślę że wam się uda! kiedyś na innym wątku pisałam z dzieczynami które starały się po 4-7 lat i w końcu sie doczekały! :tak: trzeba wierzyć i się nie poddawać jeżeli bardzo się pragnie :) Powodzenia!
widzisz po moim suwaczku, tez sie juz długo staramy i nic. :/ ale wiem ze w koncu zaskoczy!
 
pewnie że sie uda!

mnie plecy bolą bo coś mi przeskoczyło i chodze połamana.
Mam nadzieje ze po 13 skonczę już z robotą na dziś... chce mi sie do domu
 
Ehhh wszystko przeciwko mnie...chciałam sikańce i poszłam do apteki i akurat w remoncie...
Chciałam jechać na betę....jedno laboratorium za późno bo pobierają do 10 a drugie przenieśli do nowego szpitala na drugi koniec miasta:(
Jak dostanę pieniądze to poproszę ginka o wizytę jutro lub w sobotę bo nie wyrobię do środy...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry