Tu nie chodzi o to, żeby całkiem wyeliminować bo tego nie da się zrobić, chodzi o to, by ograniczyć i choronić przed chorobą a jeszcze bardziej przed powikłaniem po chorobie. Podam przykład. Z racji choroby moich synów kilak razy w roku od kilku lat jesteśmy w sanatorium. Przy przyjęciu sprawdzali kary szczepień i potem i tak badali. Kiedyś kila lat temu pamiętam badali nas wszystkich na choroby zakaźne i nie wychodziło prawie nikomu nic, wszyscy przeciwciała, odporność była, marne odetki coś łapały bo łapać i tak będą, nie ma bata. Minęło kilka lat i widzę jak to wygląda. Dużo, znacznie więcej dzieci choruje na te choroby zakaźne i zdarzyło się, że kilka na przyjęciu nawet.
Nie jestem zwolenniczką kłucia od początku dzieci, od razu z marszu. Jestem za wprowadzeniem okresu w którym rodzice zdecydują czy teraz jest dobry czas, dziecko nie choruje, nie jest osłabione, nie od razu po chorobie, po osłabieniu czy nawet skoku rozwojowym czy czymkolwiek innym. W praktyce rodzice mieli by np. do roku czasu na przykład na podstawowe szczepienie dziecka i to oni podejmują decyzje kiedy. To jest sensowne, bo widać jak dziecko się rozwija czy nie trzeba zaczekać z czymś. I dalej w takich samych schematach kalendarz szczepień do określonego wieku o ile nie ma epidemii. Bez szczepień nie będzie to dobre dla ludzi odry i inne nas zdziesiątkują.
No i jestem za to przeciwna szczepieniu na dodatkowe na rota, ospy, meningokoki i inne cuda. Myśmy z racji choroby te drogie szczepionki mieli za darmo ale nigdy nie skorzystaliśmy.