To ja was zaskoczę, w dzieciństwie jadłam szkło. Tak, tak, jadłam szkło. Gryzienie i zjadanie kawałka szklanki podczas picia to pikuś. Kiedyś mama znalazła mnie z resztką żarówki (została tylko ta środkowa metalowa część i gwint). Do tej pory zastanawia się jak ją rozpoczęłam. A hitem było to jak przyszła znajoma pielęgniarka żeby zrobić mi zastrzyk a mama była w tym czasie w piwnicy. Sama weszła na górę, zrobiła zastrzyk i spotkała się z mamą na schodach wracając. Mama ją pyta gdzie zostawiła fiolkę. Ona zdziwiona pytaniem że na stole. Fiolki już nie było, zeżarłam. Lekarka radziła że jak się mnie nie uda dopilnować i zacznę jeść szkło to żeby mi nie przeszkadzać bo się pokaleczę. Miałam jakiś swój sposób, mieliłam szkło między zębami ruszając nimi w poziomie i nigdy nic mi się nie stało. Dobrej nocki