Witam. Będzie dużo żalu bo jestem bardzo rozczarowana. Nie rozumiem mojego męża. Z jednej strony mówi że chce mieć dziecia, robi mi wałeczki pod plecy, leży razem ze mną z nogami opartymi a ścianę i cieszy się z każdego małego ciuszka które kupuję. Ale z drugiej wczoraj, czyli w dzień owulacji totalnie olał temat. Ja rozumiem że jakiś tam mechaniczny sex jest beznadziejny, ale u nas to tak nie wygląda. Mamy tylko dwa cykle starań bo w październiku jeśli nic z tego nie wyjdzie gin chce mi pociąć brzuch. A z taką blizną (kolejną w tym samym miejscu) następna ciąża jest niebezpieczna i nie wiem czy będę chciała zaryzykować. I w ogóle jest mi smutno. Idę pożreć michę lodów.
