grubson powiedziałam jej wszystko i nawet pokazałam jej wypisy ze szpitala i badania, które miałam w drugiej ciąży. Tylko źle mnie zrozumiałaś, ona chciała mi wypisać L4, ale wtedy jak dowiedziała się, że umówiłam się z moim pracodawcą, że chce wziąć L4 ale zostanę do końca września, bo nie chce ich zostawić w czarnej d... Wtedy zmieniła ton i podejście do mnie, zaczęła na mnie krzyczeć, że tak nie można się umawiać z pracodawcą i że mam iść na L4 ale teraz, bo ona ma teraz podstawy, żeby je wypisać, bo mam za mały zarodek. Po prostu bała się, że może ktoś donieść na nią do ZUSu o tej sytuacji. Ja ją trochę rozumiem, bo wiem jaki jest ZUS, ale niech weźmie też pod uwagę innych ludzi. Ona o pieniądze nie musi się martwić, mieszka i przyjmuje w takiej willi, że aż mnie zatkało jak tam pierwszy raz trafiłam. A Ja po prostu chciałam być fer wobec mojego pracodawcy, bo nigdy na niego nie narzekałam. Po prostu chciałam mu dać miesiąc, żeby kogoś znalazł i, żebym kogoś mogła przyuczyć. Pisałam już, że pracuje w Agencji Pocztowej, u prywatnego właściciela i gdybym poszła od razu na L4, to musieli by zamknąć, bo nie mają osoby, która mogła by mnie na razie zastąpić. A za jeden dzień zamknięty płacą straszną karę. Więc chyba rozumiesz. Mi przede wszystkim chodziło o to, że chodząc do gin. prywatnie, płacąc za każdą wizytę nie małe pieniądze, to oczekuje się przede wszystkim zrozumienia i kilka miłych słów, a przede wszystkim pocieszenia, gdy jest ono potrzebne. A ona potraktowała mnie jak jakąś gówniarę. A najgorsze dla mnie jest to, że strasznie mnie nastraszyła, a Ja takie sytuacje bardzo przeżywam, bo jestem raczej człowiekiem dla, którego emocje mają duży wpływ. Znalazłam o tej gin opinie negatywną, w której dziewczyna pisała, że pod koniec ciąży poprosiła ją o L4, bo już nie wytrzymywała w pracy, nogi miała jak balony, a ona stwierdziła, że nie ma podstaw do wystawienia jej L4, a jak to zrobi to może mieć nie przyjemności z ZUSem. L4 jej nie wystawiła i dziewczyna trafiła tydzień przed porodem do szpitala z krwawieniem i tam powiedzieli jej, że dziecko nie żyje. Ta gin podeszła do niej gdy leżała w szpitalu i powiedziała, że ona może sobie tylko zarzucić to, że nie wypisała jej tego L4, choć ona podstaw do tego nie widziała. Masakra jakaś. Żebyśmy się dobrze zrozumiały, Ja nie mam do niej pretensji, o to całe zamieszanie z tym L4, tylko o to jak mnie potraktowała. Przecież jeżeli nawet jak z ciążą kobiety jest coś nie tak, to należą nam się jakieś słowa wyjaśnienia, a przede wszystkim zrozumienia i pocieszenia, a dla niej najważniejsze było pilnowanie swojego tyłka.
Ale nie piszmy już o tym. Zmieniam gin, mam nadzieję, że tym razem dobrze trafię. Spróbuję się tym nie martwić, choć nie jest to łatwe. W przyszłym tygodniu pójdę na wizytę i mam nadzieję, że inna lekarka będzie miała dla mnie lepsze wieści.
A u co u Ciebie, jak się czujesz? Jakieś mdłości?
Powiedź mi jak obliczyć poprawny termin, jeżeli owu mam zawsze późno.