Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
dziękuję wam wszystkim bardzo za wszystkie ciepłe słowa
wróciłam do domu, pozwolili mi dochodzić do siebie już w domowym zaciszu ponieważ leki jeszcze długo będę musiała brać. Mojej Małgoni nie widziałam lekarz mi dziś odradził, że to zbyt duży wysiłek po powrocie stwierdzam że miał rację.
Mąż był u małej spadła z wagi ale nadal jest stabilna, nie radzi sobie za bardzo z jedzonkiem więc dziś założyli jej sondę czy coś przez co będzie karmiona.
Jeśli chodzi o to jak to się stało wszystko wiecie, że mnie bolało jak żebra dostałam podwyższonej temperatury i wymiotów więc szybko pognałam do gina swego dał mi skierowanie do szpitala. Pojechaliśmy z mężem na IP szpitala w którym chciałam pierwotnie rodzić mianującego się centrum matki i dziecka więc specjalistycznym, tam zmierzyli mi ciśnienie i zrobili badanie ginkologiczne. ciśnienie było za wysokie, stwierdził lekarz dyżurny że tu chirurga trzeba konsultacji i mam jechać do szpitala wojewódzkiego, więc pojechaliśmy. tam chirurg mnie obejrzał wysłał na usg badania pobrał wezwał ginekologa. jak przyszedł ginekolog okazało się że krwawię po badaniu przez tego z poprzedniego szpitala, nie podobał mu się mój wygląd. w międzyczasie przyszły wyniki badań i wtedy się zaczęło. mój stan z każdą minutą był coraz gorszy musiałam dostać płytki krwi żeby mogli cokolwiek zrobić, kiedy był poziom w miarę bezpieczny szybko musieli cc robić, na początku malutka była w ciężkim stanie była reanimowana potem ją ustabilizowali i taki stan jest obecnie co wiecie. Dziękuję Bogu i lekarzom ze szpitala wojewódzkiego że szybko się zorientowali co się dzieje, usłyszałam że jeszcze kilka godzin i nie chcą mówić co by było. nie mam siły opisywać szczegółowo ale macie linka stan w jakim się znajdowałam nazywa się HELLP http://www.skotnicki.pl/ginekologia/content/view/39/49/1/3/
oo neciuszka: cieszę sie ze jesteś już w domu, duzo przeszłaś, ale dobrze ze to sie skończyło tak jak skończyło, ty juz w domu, a córcia stabilna i to najwazniejsze , obyś szybko doszła do siebie i zobaczyła malutką,
a z tymi szpitalami, lekarzami dobrze ze do innego cię odesłali, i weź tu miej zaufanie do lakarza, ?!
Necia: Strasznie brzmi to co tam piszą.. Człowiek sobie nie zdaje sprawy jak poważne mogą mieć konsekwencje niby normalne bóle..:/ Całe szczęście dobrze trafiłyście i wszystko skończyło się najlepiej jak mogło. Trzymam kciuki żebyście obie doszły do siebie jak najszybciej i mogły spokojnie zapomnieć o tych przejściach..
dzięki tym wspaniałym ludziom jestem dziś w domu w takim stanie, kilku lekarzy mi powiedziało tam że kilka godzin i wolą nie mówić co by było. w miarę sił będę zaglądać i pisać. jeśli jutro będę na siłach pojadę do mojego aniołeczka zobaczyć ją.
dla tych co mają mój nr jeśli nie odpiszę za szybko przepraszam ale mam taki głupi zasięg w pokoju u nas że wstać muszę z łóżka do drugiego pokoju żeby mieć dobry i odpisać więc nie za często będę pisać.
neciuszka: a jak cc , boli cię rana, ? i w ogóle jak sie po tym wszystkim czujezsz?
slyp: mam nadzieje ze ty mnie nie wypredzsz z porodem :-), bo u mnie wcale się nie zapowiada, czuje sie za dobrze, mam dużo energii ,chce coś robić a nie mam co, w dzień jest napraede dobrze ale w nocy strasznie sie męcze
lamia w tej chwili nie boli już ale ciagnie, zaboli jak wstaje z lozka czy siku ale ja mialam jakies kilka drenow i inne cuda chyba nie zawsze tyle potrzeba. nadal jestem oslabiona biore leki co mi dali m.in. zastrzyki w brzuch, cisnienie musze mierzyc regularnie i brac reszte lekow przepisanych, w piatek szwy maja mi zdjac. rece mam obolale bo cale posiniaczone od wenflonow i pekajacych zyl
a psychicznie niezle jrestem szczesliwa ze jest tak jak teraz bo moglo byc gorzej, duzo dalo ze dali mnie na sale gdzie sama bylam i opieka poloznych tez cudowna
lam: ja cię nie wyprzedzę, gdyż mam z młodym umowę, że do 5 maja nie wychodzi ja też się czuję "normalnie'. tylko ten brzuch coraz cięższy i już się słabo z nim robi cokolwiek.. a tak to ekstra
necia: dużo szczęścia w nieszczęściu miałyście dziewczyny, to widać po tych opowieściach. wypoczywaj teraz dużo żeby mieć siłę na opiekę. A twój mąż jeździ do małej?
no to trafiłas na dobrych ludzi w szpitalu, po mału dojdziesz do sienie, i najwazniejsze zeby malutka ładnie rosła a juz niedługo będziecie razem, odpoczywaj dużo żebys miała siłę odwiedzić swoja córczkę, buziaczki :-)
slyp: no to jak masz umowę to oby została dotrzymana ;-), moja ma jeszcze 13 dni na wyjscie ale w ogóle nie czuje ze wybiera sie na nasz świat:-)