No dobra,wyryczalam sie,wyzalilam,wyplakalam... biedny Moj S... ale dzielnie mnie znosi i mowi ze wie ze bedzie gorzej,i ze poki co poziom placzu,zmiany nastrojow i marudzenia jest do zniesienia...
Jedno sama przed soba przyznalam-ze minal czas zosi samosi,ze nie moge wciaz zadac od siebie full wydajnosci,skoro po prostu nie wydalam...
Tak wiec plan jest taki:
jutro praca w domu, w piatek do pracy normalnie... wieczorem S pod moje dyktando zrobi zupe gulaszowa,bedzie dla gosci na sb... jeszcze jakies cisto i tyle... w ndz umowilismy sie w pokrzywnej na ogladanie sali weselnej wiec wypad w gorki na kilka godzin...
Nastepny tydzien praca pn-czw, sprobuje skonczyc ile sie da... w pt moi na workshop,ja do gin po L4- mial byc jeden dzien,zamierzam wziac jeszcze kolejny tydzien... na podladowanie baterii...
Ewcik - kciukasy 3mam - będzie lepiej,zobaczysz
Kaso - śliczny brzusio
