Witajcie Dziewczyny,
Witam wszystkie Stare Wyjadaczki oraz Nowe Aniołkowe Mamusie :* Dawno mnie nie było ponieważ u mnie w temacie nic się nie zmieniało. Wpadałam od czasu do czasu z pozycji goscia popatrzeć co u Was słuchać. A tu tyle się pozmieniało, niektóre się wypakowały, a niektóre już w drodze, brawo dziewczyny
Przyszłam z promykiem nadzieji dla Aniołkowych Mamusi.
Niektóre z Was znają moją historię starań, nie jest długa, ale dość wyboista. W efekcie stanęło na tym, że po ustaleniu u mnie mutacji odpowiadającej za brak przyswajania standardowego folika, od wizyty do wizyty brałam sobie leki i w sumie już dawno zrezygnowałam. Poddałam się. W międzyczasie straciłam pracę, wiec już w ogóle nie było mowy o staraniu, bo i za co.
No i tak sobie rozpoczęłam ostatni cykl (a drugi z CLO), pod koniec którego pojawiłam sie na wizycie u ginki. W sumie to prawie w dniu nadchodzącego okresu. Ginka stwierdziła, że w sumie to chyba mam owulacje dopiero bo pęcherzyk niepęknięty, endometrium cienkie i w ogóle to pewnie będę miała długi cykl. Kolejny termin za 3m-ce. Kilka dni po wizycie zaczęłam standardowo plamić, ale coś mi nie pasowało, ciągle pić... ciągle sikać... zieeew i spać. Zrobiłam test, tak dla czystej zasady, jak co miesiąc. I po niecałych 3 minutach coś, tam było widać ale niewiele. Kolejny zrobiłam po kilku dniach i pojawiły sie 2 czerwone kreski. Zbladłam, bo nadal plamię. Zaczęłam brać dupka i lutkę. Jak wariatka robiłam paskowe przez tydzień. Dziś odebrałam wyniki bHcg 9868 jednostek (wg skali 6-ty tydzień, czyli 39 dzień cyklu). Modlę się żeby w czwartek ginka mnie przyjęła, bo u nas trzeba się zapisywać z miesięcznym wyprzedzeniem.
Kochane trzymajcie za mnie kciuki, żeby wszystko było dobrze, żeby sie rozwijało i jednocześnie miejcie nadzieję, po każdej burzy wychodzi słońce.