Aniu, są też dobre wieści. Ja mam za miesiąc 40-tkę, trzy straty za sobą, sporą nadwagę, Hashimoto, nie wiadomo co jeszcze. A kończę pierwszy trymestr. Ja , która nie wierzyłam, że się uda. Też mi brakowało sił, wiary po każdej stracie dziecka, po każdym ujemnym teście ciążowym. Ale walczyłam dalej, choć miałam ochotę już się poddać. I jwierzę, że każdej z Was słońce zaświeci. Nie wiem ile Ten u Góry zaplanował tych trudnych chwil, ale nie wierzę, żeby tak mało być zawsze. Zaświeci słońce.
Niestety, każda taka tragiczna wiadomość odświeża wspomnienia. Boże, dlaczego trzeba tak cierpieć? Pamiętam każdą chwilę z tych ciężkich dni, chciałabym to wszystko wymazać z pamięci, ale się nie da. I wiecie, moja lekarka boi się cholernie zajść w ciążę i chociaż jej mąż bardzo chce dziecka, ona robi wszystko, żeby w ciążę nie zajść. Tyle cierpień co ona się naogląda. Są też przecież radosne chwile i jest ich więcej. A mimo wszystko strach dominuje.
I jeszcze coś dla mnie : Dziewczynki, pomóżcie - co na zgagę? Nie sądziłam, że to może być tak uciążliwe, ani spać, ani jeść, ani pić. Nie pomaga Gaviscon, mleko już też nie, Coca cola średnio (ale to z kolei cukier, który muszę ograniczać). Jestem nie do życia, snuję się jak cień po domu. I znów ta migrena, ale chyba wiem po czym - po Pregnylu, na szczęście we wtorek był ostatni zastrzyk. Daje mi się we znaki ta ciąża, oj daje, 24 godziny na dobę.
Anncka - jak po wizycie? To już 15 tydzień, największe zagrożenie dawno minęło. Więc nie ma innej opcji, jak tylko dobre wiadomości.