Dziewczynki, muszę się komuś wypłakać,wygadać....mogę tylko Wam....
Jak w lipcu trafiłam z Wiki do szpitala, nie wiedzieliśmy co jest, slyszelismy coraz gorsze diagnozy i tylko siedziałam i płakałam.... poznałam Anie i Antosia... siedzieliśmy w pokoju,czekaliśmy na rezonanse.... ja płakałam...Ania nie, siedziała i przytulała Antosia. Zaczęła się rozmowa,usłyszałam smutną historię Antosia - zbyt późno wykryty, bardzo rzadki guz mózgu, następnie źle wykoanana operacja, teraz czekali na ponowną... Ania mówi : "wiesz, lekarze mówią że Antoś nie dożyje dorosłości, ale ja w to nie wierzę, ja w to nie mogę wierzyć, to moje dziecko,ja wierzę, że on wyzdrowieje". Pamiętam jak wyszłam stamtąd i zadzwoniłam do mamy, przyjaciółki itd i powiedziałam "tu jest tyle silnych ludzi,cudownych matek -ja też muszę się wziąć w garść".
Od lipca śledziłam jakie są postępy z Anosiem...
Antoś wczoraj o 23.00 umarł... serduszko przestało bić....
Mimo uzbieranej kwoty 700 000 zł ŻADNA KLINIKA na ŚWIECIE nie podjęła się operacji Antosia.....
Dziś siedzę i płaczę,płaczę, i placze i ciągle pamiętak jak Ania mówi "ja wierzę, że on będzie zdrowy - muszę w to wierzyć"....