Ja z kolei nie zapomnę, jak szłam z koleżanką na USG, na którym miałam usłyszeć serduszko a go nie usłyszałam, uśmiechnięta, uradowana, niczego się nie spodziewająca, a tu jak grom z jasnego nieba...schodziłam po schodach od ginka i ryczałam, nie byłam w stanie nawet powiedzieć koleżance co powiedział mi lekarz. Potem obłędne czytanie w internecie, że może jest jeszcze szansa, bo może owulacja była później, a tydzień do następnego USG był wiecznością. Pomimo że tydzień później było dokładnie to samo, ja nadal nie mogłam uwierzyć że dziecko się nie rozwija, przecież jestem zdrowa, dobrze się odżywiam, objawy ciążowe są - to nie możliwe aby z moją ciążą było coś nie tak! A jednak...zabieg w szpitalu, nawet po zabiegu dalej biust mnie bolał tak że myślałam że oszaleję. Po zabiegu sikałam krwią, więc wizja że mi coś uszkodzili i nie będę mogła mieć więcej dzieci była ogromna - tym bardziej, że każą przed zabiegiem podpisać ten papier w którym informują że nawet macicę mogą usunąć...
Zabieg we wrześniu, pierwsze dwa miesiące myślałam że się nie pozbieram nigdy. Następne dwa niby trochę lżejsze, ale nadal bardzo ciężkie. Prawda jest taka, że pozbierałam się dopiero gdy zaszłam w drugą ciążę w styczniu...
Myślę że to jest trochę tak, że gdy kobieta roni na wczesnym etapie ciąży, nikt się nią nie zajmuje i nie przejmuje. Gdy roni w późniejszym czasie, może ktoś zaoferuje jej pomoc.
Ja swoją stratę przeżyłam bardzo ciężko, a nie wyobrażam sobie, co przeżywają kobiety gdy ronią drugi raz, bo mi się wydaje, że nie przeżyłabym. Czasami jak patrzę na sygnaturkę Myszki, i pomyślę sobie że właśnie ja jestem na tym etapie, i mogłabym teraz stracić ciążę - gdy już czuję te wszystkie kopniaki, humorki, czkawki, zastanawiam się jak wygląda moje maleństwo i powoli odliczam dni d porodu, to gdyby się teraz coś stało, nie wiem czy ja bym sobie czegoś nie zrobiła z rozpaczy.
Podsumowując: każda strata jest trudna, ale wydaje mi się że czym później następuje, tym ciężej jest. Podziwiam wszystkie kobiety które potrafią się z tego podnieść - ja marudzę że ciężko przeżyłam stratę, a co mają powiedzieć właśnie kobiety które przeżyły to więcej niż raz albo w późniejszym etapie ciąży. Codziennie modlę się aby poronień było jak najmniej - życie ludzkie jest prawdziwym cudem i nosić w sobie nowe istnienie to wspaniałe przeżycie, nie powinnyśmy musieć cierpieć z tego powodu.