no ja daleko nie mam, ale kilometrów narobię- najpierw do centrum po mamę i brata, potem w drugą część miasta do kościoła, po mszy w przeciwnym kierunku na koniec miasta po tą zołzę, a potem na kolejny kraniec miasta do restauracji. zaraz po obiedzie będę musiała zawieźć mamę do domu- bo musi jechać wcześniej. później z kolei w zależności od widzimisie mojego brata będę musiała zawieźć do domu jego, a jego dziewczynę do innego miasta. i weź tu człowieku wyluzuj, jak się jest traktowanym jak szofer. lubię jeździć autem choćby na drugi koniec Polski, ale mój brat i jego dziewczyna to inna sprawa- od nich to nawet dziękuję nie usłyszę, a jeszcze po mnie pojadą. normalnie ich wywalę z auta w jakimś polu