No bo jaki sens sterylizowac butelki w momencie gdy moje dziecko np. spełzało z maty edukacyjnej i wylizało panele???
Zresztą koleżanka opowiedziała mi o swojej córci. Otoż ona przestała szaleć z czystością i bakteriami w momencie gdy poszla do toalety a jej 8 miesieczna córcia wylizała koła od wózka. Kiedy Kasia wyszła Alusia kończyła właśnie 4 kółeczko. Oczywiście żyje i ma się doskonale....:-):-):-)
Jakbyśmy nie świrowały i nie pilnowały to i tak dziecko połknie jakiegoś bakcyla....
Zresztą znam przypadek opolskiej pary lekarskiej ( nazwisko do wgłąduy redakcji;-)), która bardzo długo starała się o dziecko. W końcu udało się za pomocą in vitro niemal przed 40. Pech chciał, że oboje byli lekarzami. W trosce więc o maluszka po przyjściu do domu brali prysznic w płynie antyseptycznym , rodzinie kazalio nosić maseczki, mieli lampy bakteriobójcze. I tak się dzieciątkowo upragnione chowało.... póki nie stało się mobilne i nie zaczęło bawić się w piaskownicy, na dworze....
Złapało jakąś infekcję...organizm był tak wyjałowiony, że zmarło.....
A więc przesadzać też nie można, trzeba znaleść złoty środek....