• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Strata partnera

aniela0707

Zaciekawiona BB
Piszę chyba tylko po to, aby się wygadać bo nie wyrabiam 😪 Ogólnie ...mam po prostu wiele ciężkich chwil za sobą ..juz pomijając te wszystkie okropne rzeczy które wydarzyły się zanim poznałam byłego partnera , który okazał się być najgorszym co mogło mnie spotkać... kłamstwa, manipulacje, przemoc psychiczna, fizyczna (w tym gwałty) ... właśnie z jednej takiej sytuacji z nim wynikła ciąża ... zmierzyłam się w tamtym czasie z okropnymi rzeczami, które nadal siedzą w mojej głowie... społeczeństwo potrafiło oczywiście tylko ocenić a ja musiałam sama uwolnić sie z tego piekła ...takim dużym wsparciem okazało się pewien mężczyzna , który pomógł wyrwać mi się z rąk oprawcy i pokochał mnie i moją córeczkę jak własną...potem stał się moim chłopakiem, narzeczonym, zamieszkaliśmy razem ...a potem stał się również bilogicznym tatusiem naszego dziecka ...którego niestety nie zdążył nawet zobaczyć na zdjęciach usg przez tragiczny wypadek. Mój świat się zawalił ...zostałam sama ...z dwójką dzieci ... bez niego 💔 i chociaż przez jakiś czas myślałam że najlepiej byłoby po prostu odejść...Do niego ... to powiedziałam sobie że nie mogę, po prostu nie mogę nigdy zostawić tej naszej dwójki samej ... I nie pamiętam wiele ... po prostu włączony "tryb przetrwanie" ale za to pamiętam nadal jego głos, zapach, nasze wszystkie piękne i gorzkie chwile...nasze ostatnie spojrzenie w oczy ... pamiętam też jak po prostu bardzo chciał mieć synka i to tak bardzo boli , gdy patrzę na jego kopię , ten sam uśmiech a on ...nie może go zobaczyć , przytulić...po prostu być tutaj z nami ...I moja córeczka (nasza) która probuje zrozumieć czemu nie możemy pojechać do taty , czemu po prostu do niego nie zadzwonimy tam do góry ...jej łzy ,gdy mówi że nadal za nim tęskni ... chcę naprawdę być silna , staram się jak mogę ...przetrwam to bo wiem że nie mam innego wyjścia, ale tak bardzo czasami chciałabym zniknąć... po prostu zniknąć...ponieważ nic nie zagoi tego bólu , tej pustki a zarazem największej tęsknoty jakiej przyszło mi doświadczyć...Może to głupie ale nastawiam się tylko na to że muszę jakoś przeżyć to życie dla dzieciaków, ale nie mogę doczekać sie momentu aż ponownie go spotkam i tylko ta nadzieja że być może to się kiedyś stanie daje mi siłę... nie chcę nawet myśleć o tym , że mogę go już nigdy ...przenigdy nie zobaczyć...nawet po śmierci ... codziennie w głowie mam tylko myśli o nim ..nie potrafię nawet zbudować relacji z kimś nowym ... ale to najmniejszy problem ...bo boli mnie również ból moich dzieci ...mały jeszcze nawet nie wie , że istnieją tatusiowe ..a jego akurat jest tam na górze ...nie wiem jak przeżyję dzień w którym zacznie wszystko rozumieć i jak go wspierać przez te wszystkie lata bo nigdy nie zobaczy swojego tatusia ...a starsza ... uczy się będąc tak małą dziewczynką życia bez swojego ukochanego tatusia a ja już nie wiem co jej mówić gdy kolejny raz o niego pyta 😭 a w tym całym kołowrotku żałoby ...w życiu codziennym ... trzeba sie jakoś trzymać ...ale niestety życie nie stanie w miejscu ... w dodatku mój były partner nadal nie chce dać całkowitego spokoju mnie i mojej córce... mimo że ma ją kompletnie gdzieś przychodzi raz na jakiś czas na spotkania abym tylko nie mogła odebrać mu praw rodzicielskich... chciałam się po prostu wygadać... bo czasami ten natłok myśli i pesymizmu mnie kompletnie przytłacza ...
 
reklama
Piszę chyba tylko po to, aby się wygadać bo nie wyrabiam 😪 Ogólnie ...mam po prostu wiele ciężkich chwil za sobą ..juz pomijając te wszystkie okropne rzeczy które wydarzyły się zanim poznałam byłego partnera , który okazał się być najgorszym co mogło mnie spotkać... kłamstwa, manipulacje, przemoc psychiczna, fizyczna (w tym gwałty) ... właśnie z jednej takiej sytuacji z nim wynikła ciąża ... zmierzyłam się w tamtym czasie z okropnymi rzeczami, które nadal siedzą w mojej głowie... społeczeństwo potrafiło oczywiście tylko ocenić a ja musiałam sama uwolnić sie z tego piekła ...takim dużym wsparciem okazało się pewien mężczyzna , który pomógł wyrwać mi się z rąk oprawcy i pokochał mnie i moją córeczkę jak własną...potem stał się moim chłopakiem, narzeczonym, zamieszkaliśmy razem ...a potem stał się również bilogicznym tatusiem naszego dziecka ...którego niestety nie zdążył nawet zobaczyć na zdjęciach usg przez tragiczny wypadek. Mój świat się zawalił ...zostałam sama ...z dwójką dzieci ... bez niego 💔 i chociaż przez jakiś czas myślałam że najlepiej byłoby po prostu odejść...Do niego ... to powiedziałam sobie że nie mogę, po prostu nie mogę nigdy zostawić tej naszej dwójki samej ... I nie pamiętam wiele ... po prostu włączony "tryb przetrwanie" ale za to pamiętam nadal jego głos, zapach, nasze wszystkie piękne i gorzkie chwile...nasze ostatnie spojrzenie w oczy ... pamiętam też jak po prostu bardzo chciał mieć synka i to tak bardzo boli , gdy patrzę na jego kopię , ten sam uśmiech a on ...nie może go zobaczyć , przytulić...po prostu być tutaj z nami ...I moja córeczka (nasza) która probuje zrozumieć czemu nie możemy pojechać do taty , czemu po prostu do niego nie zadzwonimy tam do góry ...jej łzy ,gdy mówi że nadal za nim tęskni ... chcę naprawdę być silna , staram się jak mogę ...przetrwam to bo wiem że nie mam innego wyjścia, ale tak bardzo czasami chciałabym zniknąć... po prostu zniknąć...ponieważ nic nie zagoi tego bólu , tej pustki a zarazem największej tęsknoty jakiej przyszło mi doświadczyć...Może to głupie ale nastawiam się tylko na to że muszę jakoś przeżyć to życie dla dzieciaków, ale nie mogę doczekać sie momentu aż ponownie go spotkam i tylko ta nadzieja że być może to się kiedyś stanie daje mi siłę... nie chcę nawet myśleć o tym , że mogę go już nigdy ...przenigdy nie zobaczyć...nawet po śmierci ... codziennie w głowie mam tylko myśli o nim ..nie potrafię nawet zbudować relacji z kimś nowym ... ale to najmniejszy problem ...bo boli mnie również ból moich dzieci ...mały jeszcze nawet nie wie , że istnieją tatusiowe ..a jego akurat jest tam na górze ...nie wiem jak przeżyję dzień w którym zacznie wszystko rozumieć i jak go wspierać przez te wszystkie lata bo nigdy nie zobaczy swojego tatusia ...a starsza ... uczy się będąc tak małą dziewczynką życia bez swojego ukochanego tatusia a ja już nie wiem co jej mówić gdy kolejny raz o niego pyta 😭 a w tym całym kołowrotku żałoby ...w życiu codziennym ... trzeba sie jakoś trzymać ...ale niestety życie nie stanie w miejscu ... w dodatku mój były partner nadal nie chce dać całkowitego spokoju mnie i mojej córce... mimo że ma ją kompletnie gdzieś przychodzi raz na jakiś czas na spotkania abym tylko nie mogła odebrać mu praw rodzicielskich... chciałam się po prostu wygadać... bo czasami ten natłok myśli i pesymizmu mnie kompletnie przytłacza ...
Przeczytałam Twój wpis i bardzo mi przykro, że nadal dźwigasz tyle bólu. Pamiętam, że pisałaś o tej historii już w czerwcu 2024, dlatego chcę zapytać z troski: czy jesteś teraz pod opieką psychologa, psychoterapeuty, psychiatry?

To, co opisujesz, to ogromna żałoba, trauma po przemocy i samotne rodzicielstwo i z tym naprawdę nie powinnaś zostawać sama Martwi mnie też zdanie, że czasem chciałabyś zniknąć. Czy jesteś teraz bezpieczna? Czy masz myśli, że mogłabyś zrobić sobie krzywdę? Jeśli tak, proszę, dzwoń od razu po pomoc alarmową 112 albo jedź na SOR / izbę przyjęć psychiatryczną. A jeśli jesteś zaopiekowana, napisz proszę, czy masz kogoś blisko siebie i czy korzystasz z profesjonalnego wsparcia.

Bardzo Ci współczuję. I naprawdę myślę, że tu potrzebne jest wsparcie nie tylko forumowe, ale stała, konkretna pomoc.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry