reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Styczeń 2009

O Boże....poród...szpital...:dry::hmm::confused2:
U nas było jeszcze inaczej...poród wyskoczył nagle w 37 tygodniu...dokładnie w jego ostatnim dniu bo jak sie okazało te dziwne twardnienia brzucha to była akcja porodowa...Ktg wykazało że normalnie powinnam sie zwijać z bólu...a ja nic nie czułam..rozwarcie postępowało wiec nie było na co czekać tylko od razu na cc...Młody ułożył sie pośladkowo a do tego nóżki miał nad swoją twarza (jak scyzoryk) nie było szans na poród sn na którym bardzo mi zależało...
Nagła cc,niesamowita fobia przed szpitalami i przedłużający sie pobyt spowodowany żółtaczką Zarazka i naświetlaniami...mój biedny mąż codziennie siedział u mnie od 8 do 20...a ja wyłam jak dzika bo chciałam do domu...zostawili mnie z małym samą a ja nie wiem co z nim robić...pokarmu niet do 3 doby a potem mleczko jak marzenie :-)...i jeszcze depresja poporodowa i zoobojętnienie na widok dziecka...ojjj...swoje przeżyłam...ale na pewno nie z powodu bólu...nie bolało mnie nic poza wkładaniem cewnika...jak sie później okazało nie musiało boleć tylko trafiłam na taką pielęgniarke...:confused2:
Brakowało mi sn...nie nawiązała sie ta więź między nami i musiałam troszke poczekać aż sie wytworzyła....aż zajmowanie sie nim stalo sie moim ukochanym obowiązkiem....ojjj psychicznie sie nacierpiałam...i pewnie dlatego dłuuuugo sie nad drugim zastanowie...
W sumie w szpitalu byłam 7 dni...wszyscy byli dla mnie cudowni-lekarze,pielęgniarki...ha nawet kobitki od sprzątania:-)..widzieli co sie dzieje i pomagali jak mogli...a ja wyłam na wszystko...na słowa pociechy,na słowa krytyki,nawet jak nikt nic nie mówił...obok mnie był pokoj lekarzy....wieczorami gdy było już cichutko słyszałam w tv programy które lubią oglądać moi bliscy i docierało do mnie że ja jestem tu sama a oni siedzą razem w domu....dom...to była moja obsesja...
 
reklama
U mnie prawdopodobnie towszystko była wina oksytocyny i okropnych bóli. Po trzech godzinach rozwarcie ciągle stało na 7 cm. Ja się napinałam jak głupia i zapominałam oddychac. Dostałam głupiego jasia i przez dwie godziny trwałam w półśnie przerywanym skurczami. A potem znowu rozwarcie utknęło na 2 godz na 9 cm. W końcu przyszła nowa zmiana położnych i naciągnęły mi szyjkę na pełne rozwarcie.:-D Ja już tak szybko chciałam to wszystko skąńczyć że klusek wylazł na piątym skurczu :-) I tak naprawdę nie pamiętam żeby mnie bóle parte bolały:confused2: A pierwsze co usłyszałam przez telefon od męża to pretensje że pół dnia nie odbieram
 
A ja poród od początku wspominałam baaardzo miło :tak:;-) Tylko bóle krzyżowe były straszne, ale mąż masował i jakoś dało się przeżyć. Pamiętam moje zdziwienie jak przyszła położna z ordynatorką, badają mnie i mówią "jak się postarasz to za 15 min urodzisz" a ja do nich "jak to? Już?:eek:" :-D No i faktycznie po 13 minutach na świat przyszła Julka, jak ją zobaczyłam taką całą we krwi to pierwsze moje słowa brzmiały "ale paskuda" :-D:-D:-D. Cały personel szpitala się ze mnie nabijał ;-). No i zlecieli się wszyscy lekarze obecni na porodówce bo nie mogli się nadziwić, że taka kruszynka jak ja urodziła tak sprawnie takiego giganta :-)
 
cała ciąża super, zleciała mi bardzo, nie zdążyłam się nią nacieszyć. Poród jeszcze szybszy. Nie zapomnę słów położnej na izbie z pytaniem czy mamy torbę bo jest prawie pełne rozwarcie i mała zaraz będzie z nami (jechaliśmy tylko na kontrolne ktg i ja torby nie chciałam brać hi hi) Na porodówce tylko hyc na łóżko, przebicie wód 3 parcia i Blania jest z nami. Łzy szczęścia, położono mi ją na brzuchu, była taka cieplutka. Zero lekarzy tylko my w trójkę i nasza położna, światło przygaszone. Dopiero po jakimś czasie przyszedł lekarz, neonatolog do Blani. Po porodzie też ok, pomimo szycia usiadłam zaraz na pupie i normalnie funkcjonowałam. Jedynie brakowało mi potem męża non stop ale siła wyższa Oliwia. 3 dni w szpitalu szybko zleciały. Opieka szpitalna ok.
 
ja ciążę również bardzo dobrze wspominam - nie miałam żadnych uciążliwych dolegliwości, gdyby nie rosnący brzuch to czułam się jak przed ciążą :-) też uważam, że za szybko mi ten czas zleciał :-( chociaż końcówka dłużyła się niemiłosiernie, zwłaszcza tydzień po planowym terminie ;-)
poród miałam przez cc, więc tak jak to moja mama mówi - nie wiem, co to znaczy rodzić... i jakaś prawda w tym jest. poród nie był bolesny, jedynie na hasło cewnik mam dreszcze - nie było to za fajne!! po cesarce czułam się nawet dobrze, w sumie potrzebowałam tygodnia, żeby dojść do siebie - tylko ja jestem taka bojcora i przeżywałam chwile grozy gdy opatrunek do rany mi się przykleił i musiałam wejść do wanny żeby odmókł :laugh2: bałam się, że mi się cos tam porozrywa, potem długo nie myłam dokładnie brzucha, bo też się bałam :happy:
jedyne co niezbyt miło wspominam to panie zajmujące się dziećmi, nie za wiele pomagały :no: może jedna kobieta tam była taka, że na każdy płacz dziecka przybiegała, a tak to dziecko mogło wyć w nieskończoność :wściekła/y: a wiadomo, że po cc nie dało rady jeszcze tak sprawnie śmigać :-(
natomiast kobietki, które nami się zajmowały były przekochane - często to one nam pomagały przy maluszkach :tak:
 
A ja do dziś się śmieję jak sobie przypomne że przez 9 miesięcy byłam gotowa na cc bo bliźniaki bo zeszłoroczna zakrzepica i zeszłoroczny paraliż kończyn górnych i dolnych a tu nagle 3 godz przed akcją słyszę "Będzie Pani rodziła sn" i szok, jak, ja, dlaczego, o co w ogóle chodzi w porodzie sn :-D i generalnie nie mówie Nigdy więcej heh ale fajnie by było urodzić jedno dziecko bo przy bliźniakach myślałam, że mnie ch... jasny strzeli jak jedno wyszło ja zmęczona na maksa a tu trzeba jeszcze drugie wydusić z siebie :wściekła/y: ale jakoś poszło, no a potem znowy wizja wyparcia 2 łożysk boszzzzz na szczęście się okazało, że było jedno ale wieeeeelkie (choc cały czas mówili, że są dwa - ci lekarze...)Ogólnie rzecz biorąc nigdy nie mówię nigdy i wspominam całość baaaardzo pozytywnie, choć żałuję że córci nie mogłam dłużej potrzymać na sobie bo już musiałm przeć dalej hehe
 
ojj jak się spłakałam czytając wasze wspominki ;-)
przypomniałam sobie swoją wigilię - zawsze razem przy świątecznym stole calutka zgromadzona rodzina - najpiękniejszy dzień w roku a ja w szpitalu sama samiusieńka.....
męża nie wpuścili na długo - bo mała przyszła na świat 23 gru, odgłos koled dobiegający z korytarza, malutkie światełka na choince, i taka cisza za oknem.....
boziu jak mi sie łzy lały po policzkach ..... malutka zabrana na obserwacje....ja sama w pokoju.....i mąż z malutkim przemyconym opłatkiem dosłownie na 5 min :-:)-:)-(
te święta były dziwne, nie zapomnę ich nigdy w życiu, tego bólu po cesarce również, ale co tam - na drugie czekam z niecierpliwością :-) chcę by Karolka miała szybko rodzeństwo ;-) :tak:
 
Ja zaraz po porodzie mowilam,ze nastepne dziecko najwczesniej za 3 lata, no ale czas robi swoje, bol sie zapomina i zaczynamy powazne starania w przyszlym roku. Do tego przed porodem chcialam miec 2 dzieci, a teraz chce miec 3 :-)Z porodu najbardziej pamietam, ze w trakcie partych bylam bardzo skupiona i slyszalam tylko polozne" gosia super ci idzie, jeszcze tylko 2,3 razy i dziecko bedzie na swiecie". Niestety wcinal sie tez Pawel ze swoim glupim gadaniem i glaskaniem mnie po rece. Najpierw mu sie wyrwalam, wiec przestal glaskac, ale niestety gadal i zagluszal mi polozne. Skonczyl sie skurcz,a ja spokojnie do Pawla, jakbym mu cos tlumaczyla" Zamknij sie Pawel" :-D Ciaze wspominam tak sobie. Mialam straszne problemy ze skora, a pod koniec cisnienie mi skoczylo i ostatni miesiac panikowalam, czy z malym jest ok. Jesli chodzi o karmienie piersia, to mialam ochote zabic polozne, jak ja je prosilam,zeby mi pomogly przy karmieniu, bo nie umiem go dostawic, a one na to" tam jest mleko modyfikowane" .
 
reklama
u mnie w szpitalu wlasnie z karmieniem było ok, babeczki były co chwile tłumaczyły i wrecz mowily zeby nie dawac modyfikowanego tylko co chwila przystawiac dzieciaczka do cyca. oj jestem kobietka wdzieczna :tak: bo inaczej pewnie szybko bym sie poddała...
 
Do góry