O Boże....poród...szpital...


U nas było jeszcze inaczej...poród wyskoczył nagle w 37 tygodniu...dokładnie w jego ostatnim dniu bo jak sie okazało te dziwne twardnienia brzucha to była akcja porodowa...Ktg wykazało że normalnie powinnam sie zwijać z bólu...a ja nic nie czułam..rozwarcie postępowało wiec nie było na co czekać tylko od razu na cc...Młody ułożył sie pośladkowo a do tego nóżki miał nad swoją twarza (jak scyzoryk) nie było szans na poród sn na którym bardzo mi zależało...
Nagła cc,niesamowita fobia przed szpitalami i przedłużający sie pobyt spowodowany żółtaczką Zarazka i naświetlaniami...mój biedny mąż codziennie siedział u mnie od 8 do 20...a ja wyłam jak dzika bo chciałam do domu...zostawili mnie z małym samą a ja nie wiem co z nim robić...pokarmu niet do 3 doby a potem mleczko jak marzenie :-)...i jeszcze depresja poporodowa i zoobojętnienie na widok dziecka...ojjj...swoje przeżyłam...ale na pewno nie z powodu bólu...nie bolało mnie nic poza wkładaniem cewnika...jak sie później okazało nie musiało boleć tylko trafiłam na taką pielęgniarke...
Brakowało mi sn...nie nawiązała sie ta więź między nami i musiałam troszke poczekać aż sie wytworzyła....aż zajmowanie sie nim stalo sie moim ukochanym obowiązkiem....ojjj psychicznie sie nacierpiałam...i pewnie dlatego dłuuuugo sie nad drugim zastanowie...
W sumie w szpitalu byłam 7 dni...wszyscy byli dla mnie cudowni-lekarze,pielęgniarki...ha nawet kobitki od sprzątania:-)..widzieli co sie dzieje i pomagali jak mogli...a ja wyłam na wszystko...na słowa pociechy,na słowa krytyki,nawet jak nikt nic nie mówił...obok mnie był pokoj lekarzy....wieczorami gdy było już cichutko słyszałam w tv programy które lubią oglądać moi bliscy i docierało do mnie że ja jestem tu sama a oni siedzą razem w domu....dom...to była moja obsesja...



U nas było jeszcze inaczej...poród wyskoczył nagle w 37 tygodniu...dokładnie w jego ostatnim dniu bo jak sie okazało te dziwne twardnienia brzucha to była akcja porodowa...Ktg wykazało że normalnie powinnam sie zwijać z bólu...a ja nic nie czułam..rozwarcie postępowało wiec nie było na co czekać tylko od razu na cc...Młody ułożył sie pośladkowo a do tego nóżki miał nad swoją twarza (jak scyzoryk) nie było szans na poród sn na którym bardzo mi zależało...
Nagła cc,niesamowita fobia przed szpitalami i przedłużający sie pobyt spowodowany żółtaczką Zarazka i naświetlaniami...mój biedny mąż codziennie siedział u mnie od 8 do 20...a ja wyłam jak dzika bo chciałam do domu...zostawili mnie z małym samą a ja nie wiem co z nim robić...pokarmu niet do 3 doby a potem mleczko jak marzenie :-)...i jeszcze depresja poporodowa i zoobojętnienie na widok dziecka...ojjj...swoje przeżyłam...ale na pewno nie z powodu bólu...nie bolało mnie nic poza wkładaniem cewnika...jak sie później okazało nie musiało boleć tylko trafiłam na taką pielęgniarke...

Brakowało mi sn...nie nawiązała sie ta więź między nami i musiałam troszke poczekać aż sie wytworzyła....aż zajmowanie sie nim stalo sie moim ukochanym obowiązkiem....ojjj psychicznie sie nacierpiałam...i pewnie dlatego dłuuuugo sie nad drugim zastanowie...
W sumie w szpitalu byłam 7 dni...wszyscy byli dla mnie cudowni-lekarze,pielęgniarki...ha nawet kobitki od sprzątania:-)..widzieli co sie dzieje i pomagali jak mogli...a ja wyłam na wszystko...na słowa pociechy,na słowa krytyki,nawet jak nikt nic nie mówił...obok mnie był pokoj lekarzy....wieczorami gdy było już cichutko słyszałam w tv programy które lubią oglądać moi bliscy i docierało do mnie że ja jestem tu sama a oni siedzą razem w domu....dom...to była moja obsesja...
Ja już tak szybko chciałam to wszystko skąńczyć że klusek wylazł na piątym skurczu :-) I tak naprawdę nie pamiętam żeby mnie bóle parte bolały
;-) Tylko bóle krzyżowe były straszne, ale mąż masował i jakoś dało się przeżyć. Pamiętam moje zdziwienie jak przyszła położna z ordynatorką, badają mnie i mówią "jak się postarasz to za 15 min urodzisz" a ja do nich "jak to? Już?
"
bałam się, że mi się cos tam porozrywa, potem długo nie myłam dokładnie brzucha, bo też się bałam 
może jedna kobieta tam była taka, że na każdy płacz dziecka przybiegała, a tak to dziecko mogło wyć w nieskończoność
a wiadomo, że po cc nie dało rady jeszcze tak sprawnie śmigać :-(