Kochana, co godzinę, to ja bym rozumiała - ale on wisiał non stop... po położeniu do łóżeczka 10-15 minut ciszy i wrzask... a to już za często było, niestety... przy okazji się przejadał, ulewało mu się, kupa za kupą, pewnie go brzuszek bolał z przejedzenia, nie wspominając o tym, że najchętniej ciągnął pustego już cyca - co z kolei dla mnie nie było zbyt przyjemne... widocznie ma bardzo duży odruch ssania i trzeba ratować się smoczkiem... nie jestem tym zachwycona, bo wolałabym się obejść bez, ale widocznie tego mu było trzeba i muszę się z tym pogodzić
To - wydaje mi się - jeszcze nie kryzys laktacyjny. Od poniedziałku daje mu pociumkać tego smoczka, wcale nie jakoś szczególnie często i dzisiaj już mamy całkiem wymierne efekty: wczorajsza noc (z poniedziałku na wtorek) z pobudką 2 razy co 5 godzin, a dzisiejsza - po kąpieli o 21 pobudka o 5 rano :-) I wszystko jednak bez smoczka, ratuję się nim tylko co jakiś czas w dzień...
Jest ok, tylko właśnie piorę pościel - na znak, że nie ma kryzysu laktacyjnego, a wprost przeciwnie, z tego dojenia co 10-15 minut mam nadwyżki produkcyjne... ;-)