Wymiękam. 1,5 godziny walczyłam z beksą. Łóżeczko, łóżko, moje ręce, suszarka, cyc - wszystko ją gryzło. Ryczała tak że pół klatki ją słyszało ale nic ją nie bolało. W końcu na ręce i po mieszkaniu i zasnęła na rękach. Skok jak w mordę strzelił, dobrze wczoraj wyczułam. Znów kilka dni męki i noszenia na rękach a kręgosłup nawala. Czekam na kuriera ma być o 12 i na dwór. Już mi się nawet sprzątać nie chce tak plecy bolą.