chapicha - wlasnie zauwazylam, że mamy takie same suwaczki w sensie date :-) fajnie :-)
a ja wlasnie wcinam makaron :-)
bakalia - my tez mielismy znajomych, pamietacie pisalam o kolezance ktora urodzila i do ktorej chodzilam.. no ale namieszalo sie, bo z racji tego ze jej maz nie mial pracy moj A. zaoferował mu pommoc, ze go przyjmie do siebie do firmy, przez pierwszy tydz. bedzie sie uczyl ( chociaz filozofii tam zadnej nie mial wlasnie ), a potem zobaczą co dalej. Wiec jezdzili razem, A. wozil go nawet i z pracy i do pracy bo nie maja auta, byl bardzo wyrozumialy kiedy im sie dzidzia urodzila i wogole. Bylo wporzadku, ale po niecalym miesiacu coraz gorzej. Zaczal zawalac prace, duzo błędów, niektore rzeczy wykonywal inaczej niz mu sie powiedzialo - jedym slowem mowiac, nie trzeba bylo im pracownika ktory nie pomaga a jeszcze dodaje pracy, wiec musieli mu podziekować za wspolprace. Maz tej kolezanki, mowil ze okej, rozumie ( bo wczesniej bylo mowione, ze moze tak sie zdarzyc ), z tego wszystkiego nie odebral wyplaty dziennej ( taka chcial), a na drugi dzien zaczal wypisywac obrazliwe smsy do mojego A. ze ma mu natychmiast przywiesc to 70zł, ze on ZA SWOIMI PIENIEDZMI chodzic nie bedzie, i ze go zrobili w 'ch****ja' ( jego slowa. swoja droga, myslalam ze to wlasnie kazdy powinien za swoimi pieniedzmi chodzic), powiedzialam A. zeby w zadnym wypadku mu tego nie jechal dawac po tym jak sie odzywa, jak chce niech sam przyjdzie.. A kolezanka, przestala sie odzywac..
