reklama

Styczeń 2015

alecta to prawda,przecież w końcu to operacja :-(

karpanna małego na razie hałasy chłopców nie budzą ,za to jego płacz w nocy budzi ich :tak: a przyjęli go dobrze,ale bez szału ,bo co z nim za kontakt na razie tylko 2-3 razy dziennie ma takie godzinne czuwania w ciągu dnia,że nie śpi rozgląda się i w tedy oni do niego gadają
 
reklama
Oj ta macica... Po pierwszym nic nie czułam, a teraz przez kilka dni co 6h brałam paracetamol, bo jak przestawał działać to się zwijałam przy karmieniu :baffled:

Dochodźcie szybko do siebie po tych CC!
 
agulqa, u mnie to przy małej laktacja świrowała. Standardowy nawał dostałam ale teraz lewy cycoch odmówił współpracy. Kupiłam sobie preparat z prenatalu i herbatkę z hippa na laktację. Od razu lepiej. Do tego nie karmię jak mi położna kazała czyli 5 minut jeden cyc, po czym zmiana. Po prostu karmię z 1 cyca do oporu bo doczytałam, że początkowe mleko ma zaspokajać pragnienie, a później leci takie treściwsze. Mała od razu lepiej przespała noc. Obudziłą się o 22, o 2 i o 6...za każdym razem całość z przewijaniem zajmowało ok godzinki i spała dalej. Aaa, no i trzeba sporo pić...

Nie wiem czy ze mnie taki kozak czy taki głupek ;-), ale nie brałam żadnych przeciwbólowych w szpitalu. Przez 2 dni zdarzało mi się, że robiło mi się słabo pod prysznicem. Ale o wiele lepiej czuję się po tym porodzie niż po Mikołaju.
 
Megami mnie też naparza macica przy oli tego nie czułam jakoś bardzo, ale teraz to masacra cały czas boli a najbardziej przy karmieniu i jak młody płacze


Glooooooodna jestem ;((((
 
Hej

U nas w porządku, mały szalał ostatnie dwie noce - nie mógł spać przez jakieś 3 godziny w środku nocy i ciągle krzyczał, był bardzo niespokojny. A dzisiaj pięknie spał od karmienia do karmienia :-) niestety nadal w większości karmimy mm :-( ile dam radę tyle ściągnę i podam, daję też pierś ale mleka nie starcza na potrzeby małego...

Jutro pierwsza wizyta u pediatry, położna była u nas już 3 razy. Mały miał problemy z pupą, ze szpitala wróciliśmy ze strasznym zaczerwienieniem, biedny płakał przy każdym przewijaniu, okazało się, że to od chusteczek, więc przeszliśmy na czystą wodę i chusteczki poszły w odstawkę. Smarowaliśmy Tormentiolem i szybko się zagoiło, ale widzę, że znowu jakieś zaczerwienienie się pojawia, widocznie ma taką wrażliwą skórę.

Radzę już sobie coraz lepiej, chociaż rana wciąż boli, bo źle mnie zszyli w jednym miejscu i zbiera mi się tam ropa niestety :-(

Jak czytam Wasze opowieści porodowe to zazdroszczę, że miałyście maluszki przy sobie od razu. Dla mnie ten szpital to masakra. Jedynie pierwszy oddział - patologia ciąży, był w porządku. Potem straszne położne, które zamiast wspierać młodą matkę, potrafiły tylko złośliwie komentować echhh.

Mojego Dominika zobaczyłam pierwszy raz dopiero dobę po porodzie, i to jak zawlokłam się jakoś na oddział noworodkowy gdzie biedaczek leżał sam w tym wózeczku, bez mamusi :-( możliwości przystawiania do piersi były tam bardzo ograniczone, zresztą byłam jeszcze tak słaba że ciężko mi było nawet go wyjąć i trzymać tak na stojąco. Wiedziałam, że pory karmienia są co 3 godziny, więc nastawiałam sobie budzik w nocy żeby wstać np. o 3, człapałam na jego oddział żeby dowiedzieć się, że karmienie już było wcześniej i niepotrzebnie przychodziłam i mam wracać na mój oddział. ..
Jak próbowałam go przystawiać i nie chciał chwycić piersi, krzyczał to starałam się go uspokoić mówiąc do niego, i nagle wpadała do sali jakaś położna z pretensją, dlaczego pani nie karmi dziecka tylko do niego mówi??!

Dobrze, że ten koszmar już się skończył. Nie ma jak w domu. Ale początki mieliśmy ze słodziakiem trudne...
 
Emilchen- wspolczuje, naprawdę. Bo jak się czyta takie historie jak Twoja to naprawdę ciezko mi uwierzyć, że położne to kobiety i matki i że kto jak kto ale one powinny doskonale wiedzieć co czują młode matki.
Na szczęście macie to już za sobą i teraz nie pozostaje Wam nic innego jak tylko cieszyć się swoją obecnością :)


Suseł- to trzymam kciuki i czekamy na wiadomości :)
 
Ostatnia edycja:
Ohh nadrobiłam was :-) U mnie po odejsciu czopola nic się nie dzieje. Na wieczór/noc miałam takie co 10 min skurcze ale tylko mnie wqrwiały no bo to przecież nie na poród i poszłam spać :-D Brzuch się napinał , głowa mnie napierniczałą , rzygać mi się chciało o tyle. Dzisiaj od rana spokój.

Nieobecna co za leki bierzesz?

Agulqa a u Ciebie położna była?
 
jeżyk naprawdę ciężko uwierzyć :-( czy tak trudno jest być odrobinę życzliwym dla młodej mamy, której dziecko w dodatku jest leczone bo ma groźną bakterię?
Kiedyś już jak miałam przy sobie synka - byłam na koniec na sali dla mam z dziećmi leczonymi, my mamy już nie byłyśmy pacjentkami szpitala ale pozwolono nam tam przebywać ze względu na dzieci - to położne przychodziły co jakiś czas dawać leki, kąpać, ważyć dzieci itp. i wtedy akurat byłam półprzytomna, bo spałam w nocy tylko godzinę, więc jedna położna ważyła dzieci i rzuciła jakimiś cyframi a za chwilę pyta mnie, ile to było? Ja dokładnie nie wiedziałam, bo skąd miałam wiedzieć, że mam to zapamiętać? Więc ona na to przy wszystkich którzy byli na sali - widać, że mama najmniej zainteresowana wagą dziecka!!! Przepłakałam wtedy cały wieczór...

Mam taką refleksję, że trudna była nasza droga do zajścia w ciążę, trudna sama ciąża (przede wszystkim z uwagi na te różne zagrożenia i wynikające z nich stresy), poród skomplikowany bo 13 godzin mocnych skurczy właściwie na darmo bo rozwarcia tylko 1,5 palca i w końcu i tak cięcie, w końcu trudne początki macierzyństwa bo ta bakteria i antybiotyk i ten traumatyczny dla mnie pobyt w szpitalu...

to teraz chyba musi być już tylko lepiej!!!
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry