No u mnie akcja się zaczęła o 4, a na porodówkę zapukałam o 6, więc też nie jakaś głęboka noc...
I osobiście gdyby nie Tosia, to właśnie wolałabym rodzić w nocy, brak ruchu na ulicach, spokój, cisza, ale przez wzgląd na Młodą teraz wolałabym w dzień...
Moja mama też na pewno jest w stanie gotowości, ale jednak pracuje i rano musiałaby sobie przeorganizować wszystko, żeby zdążyć Młodą zawieźć...
Na pewno by ogarnęła, ale mimo wszystko wolałabym ten komfort psychiczny, że ja dziecko zaprowadzam i wio na porodówkę :-(