Witam po dluzszej nieobecnosci!!! Juz sie tlumacze.
W niedziele wieczorem dopadl mnie potworny lek ze jesli D ma krwiaka uciskajacego mozg to albo zostanie kaleka albo umrze do czasu kiedy sie dostaniemy na badania. Zadzwonilismy z P do dobrych znajomych mojej tesciowej ktorzy mieszkaja poza Nowym Jorkiem. Na dzien dobry dostalam opieprz ze dopiero teraz im daje znac co mnie spotkalo i ze jestem bezradna w tej sytuacji. Rozmawialasmy 2 godziny w obu stron siedzac w internecie i probujac znalesc jakies kliniki ktore byly by w stanie szybciej mi pomoc.
W poniedzialek od 8 rano- tak kochana Irenka zamiast zajac sie swoja praca zaczela wydzwaniac do szpitala, do mojej firmy ubezpieczenieowej, do mojej pediatry, do amerykanskich lekarzy jakich zna w celu przyspieszenia badan Dominice. Bezskutecznie przez telefon - przyjechala w poniedzialek o 1 pm do miasta, zapakowalysmy D jej dokumentacje medyczna i pojechalysmy do szpitala walczyc. Od samego poczatku nas powiadomili ze mam tomografie dopiero na 25 sierpnia i nic sie nie da z tym zrobic. Irenka zaczela ostre negocajcje i zaczela sie awantura. Zostalysmy zaprowadzone do osobnego pokoju i tam przez 2 godziny trwala walka slowna i dzonienie do neurologow i specjalistow. Zarzadalysmy pisemnego potwierdzenia ze stan zdrowia mojej corki pozwala na tak dlugioe czekanie na badania i nie grozi jej nic przez ten czas. Wszyscy ktorzy ogladali dziecko i nie zauwazyli nic podejrzanego zostana pociagnieci do odpowiedzialnosci