Ja na szczęście miałam sporo kontaktu z dziećmi, więc nie boję się jakoś bardzo. Przynajmniej jeśli chodzi o takie czynności codzienne.
Bardziej boję się jakichś sytuacji typu choroba czy będę umiała zareagować odpowiednio.
A najbardziej to boję się tego czy będę umiała ukształtować tego dzidziusia na fajnego, dobrego człowieka.
Na szczęście też mój mąż jest z tych zaangażowanych. Co będzie część obowiązków brał na siebie i generalnie pomagał. I widzę, że już nie może się doczekać. Nawet mówi, że będą mnie z synem wyganiać z domu do fryzjera, kosmetyczki czy gdzieś tam, a sami będą mieli czas tylko dla siebie. Dodaje przy tym z szelmowskim uśmiechem, że wcale nie będą wtedy rozrabiać... co akurat nie jest uspokajające! ;-)