U nas jest taka sytuacja, że nam nic niczego nie dał czy nie zostawił w spadku, do wszystkiego musieliśmy dojść zupełnie sami, a więc bez kredytu na mieszkanie musielibyśmy mieszkać pokątnie u teściowej

szok

. Auto w leasingu, więc też trzeba spłacać, do tego mąż rozwija firmę, więc nie ma oszczędności, bo wszystko tam pakuje. Oszczędności, które sama mam, zostały mi w dużej mierze jeszcze ze studiów, serio (tyle, że miałam ich dwa razy więcej ale pomału stopniały przy urządzaniu mieszkania). I wiem, ze jeśli teraz za bardzo poszaleję z wyprawką, to zostanę już całkiem "goła".
Ale wózka używanego więcej nie kupię, bo poprzedni (JEDO Fynn) był super może przez pół roku,potem nagle zaczęło schodzić powietrze z kół, buda straciła kształt i jakoś tak krzywo siedziała. Aż mi było wstyd z takim chodzić, ale bez sensu było kupować drugi. Dlatego stanowczo odradzam. Oddałam go po wszystkim za darmo pierwszej chętnej osobie. I najlepsze, że podobnie było potem ze spacerówką (Peg Perego). Mąż odkupił od kolegi, wózkiem trzęsło na wszystkich chodnikach, bo miał małe plastikowe kółka, po kilku miesiącach pękła rączka, za którą łapie dziecko podczas jazdy, a siedzisko się skrzywiło i trzeba było je po kilka razy ustawiać zanim złapało dobrą pozycję. Never ever, przyrzekam na wszystko
Kass - wiedziałam że będzie dobrze. Jak tak właśnie przeżywałam pierwszą ciążę, wszystko mnie martwiło, łaziłam jak struta jak tylko coś było "inaczej" niż codziennie i ze wszystkim miałam ochotę dzwonić do gina. Teraz na szczęście jestem bardziej wyluzowana
