Huh... to teraz czas na mnie
22.I wieczorem zaczęłam mieć silne skurcze, momentami łzy lały mi się po policzkach... ale oddychałam spokojnie i czekałam aż miną bo zawsze wieczorem dopadały mnie skurcze tyle że nie takie silne jak te... wkońcu postanowiliśmy z mężem że nie będziemy czekać tylko jedziemy do szpitala, nawet jeśli to fałszywy alarm będę bezpieczniejsza tam pod profesjonalną opieką

Ok. 1.00 dotarliśmy na miejsce i robiono mi wszelkie badanka, rozwarcie było nie wielkie bo na 1,5cm położono mnie na oddziale położniczym i o dziwo wtedy skurcze minęły !! Dopiero następnej nocy zwijałam się z bólu, kiedy już nie mogłam ustać na nogach nie mówiąc o leżeniu, poszłam do położnej powiedzieć co i jak, a ta na mnie naskoczyła że ja udaję skurcze !!! No sory jak można udawać skurcze ??? Zbadano mnie i odesłano do sali gdzie wciąż dreptałam i zwijałam się z bólu, dziewczyny na sali też były w szoku że tak położna zareagowała bo widziały co się ze mną dzieje... na szczęście nadszedł ranek a wraz z nim plamienie, podczas wizyty ordynator kazał mi zrobić zapis ale zanim mnie wzięli na niego zadzwoniłam po męża żeby jakoś mnie wsparł na duchu i pocieszył bo byłam w rozsypce, nie wiedziałam dlaczego tak silne skurcze, a rozwarcie nie postępuje, martwiłam się o maluszka i już nie mogłam wytrzymać z bólu... Mężuś zjawił się szybciutko i kiedy wzięto mnie na zapis on poszedł porozmawiać z lekarzem i zapytać co jest grane ??? Podano mi zastrzyk który albo wywoła skurcze albo znieczuli mnie na nie i ustąpią

Kiedy lekarz zobaczył zapis pokazujący dużą siłę skurczów i zanikające tętno dzidziusia natychmiast zabrał mnie na porodówkę, okazało się że zastrzyk "ruszył" akcję skurczową ale... nie postępowało nadal rozwarcie

Już miałam dość bo nie wiedziałam co z dzidziusiem

Od 12.20 byłam na porodówce. Podano mi wkońcu czopki rozkurczowe aby rozwarcie postępowało... no i zaczęło postępować ale znów zanikły skurcze !!! Rozpłakałam się jak małe dziecko

Byłam taka bezsilna

Lekarze chodzili badali i nic nie mówili co jest nie tak że tyle to trwa

Dopiero po męczarniach o 22.00 podano mi oksytocynę i zaczęło się... dostałam drgawek, mąż się wystraszył bo trzęsło mnie okropnie !!! A to dzidziuś naciskał na jakiś wrażliwy nerw

Skurcze były coraz silniejsze boleśniejsze i częstsze schło mi w gardle więc mąż ciągle podawał mi wodę do picia, trzymał za ręce, głaskał po głowie i mówił jak mam oddychać i że jestem dzielna... był dla mnie ratunkiem, bez niego nie dałabym rady, miałam coraz mniej sił a przecież najważniejsze przede mną !!! Wkońcu zeszłam z łóżka i zaczęły się skurcze parte przy łóżku, kucałam i opierałam się o męża, dopiero później połózyłam się na łóżko i zaczęłam rodzić

Tego bólu i wysiłku nie da się opisać, ale to prawda kiedy połóżono mi córeczkę na piersi zapomniałam o wszystkim co bolesne

Ona była moim cudem i radością

Położna kazała wyciągnąć aparat i pstrykała fotki Później kiedy umyli małą przystawili mi ją do piersi

I tak spędziliśmy razem ok. 1 godziny

Druga potowarzyszył mi mężuś a później sruuu na salę

Jesteśmy tacy szczęśliwi że nasza Kruszynka jest z nami

Zawsze będzie dla nas najważniejsza i najukochańsza :-*