Jak to miło się czyta o dzieciach bez powikłań poszczepiennych, mnie przyszło stanąć w pochodzi matek które jak idą szczepić dziecko to myślą co tym razem.
Pierwsze dziecko szczepiłam na co się da, dziś mam autystyka zatrutego rtęcią i do tego opitalają mnie że idiotka ze mnie że pozwoliłam szczepić, cho... neurolog zezwalał to szczepiłam, dziś wiem że to tego lekarza guzik interesowało co jest mojemu dziecku. Drugie dziecko z ostrą alergią szczepię opóźniając baardzo terminy, jest efekt, facet bez diety, leków tylko naturalnie wspomagany wzmocnił na tyle organizm że potrafi bronić się sam przed alergenami, najmłodsze dziecko po pierwszych objawach alergii przestałam szczepić, nie zmieniając diety, alergia się cofnęła, organizm się wzmocnił i wracamy po malutku w niemałych odstępach do szczepień. Dzięki mojemu starszakowi spotkałam sporo mam borykających się z bagażem poszczepiennym - zanik smaku, paraliż mięśni, autyzm itp. Wiecie jak One i ja się czujemy gdy pediatra mówi - to tak mały odsetek powikłań że nie wart uwagi, hmmm czyli my i nasze dzieci nie jesteśmy warte uwagi, głupio jakoś, nie jesteśmy widmem i statystką, ale żywymi istotami.
Dziś uważam że szczepienie to mimo wszystko niezły biznes, machina z której żyje mnuuustow ludzi i to nieźle. Dziś uważam że każda matka powinna mieć prawo do decyzji czym i kiedy szczepi dziecko (mówię o jakiś ramach rozsądnych czasowych).
Nie jestem zupełnym przeciwnikiem szczepień, ale jestem za szczepieniem z głową i logiką. Wbrew pozorom szczepienia w ilości hurtowej osłabiają organizm a nie go wzmacniają.
A już po akacji w przychodni gdy lekarka chciała szczepić mi jednego dnia córkę na wszystkie zaległe szczepienia mimo moich protestów i szczepiącej pielęgniarki potwierdzam to że dla wielu lekarzy jesteśmy tylko taśmą i trzeba wyrobić plan. Człowiek się nie liczy.
I proszę o nie kopanie leżącego.......