Kobitki, widzę że wczoraj był dzień dołowania.
To powiem Wam coś - mam nadzieję na pociechę - jako "doświadczona" mężatka i matka.
FACECI TO ZUPEŁNIE INNY TYP CZŁOWIEKA - im bardziej będziecie naciskać, tym bardziej będą się wycofywać. Naoglądali się amerykańskich filmów, gdzie facet stoi od strony że tak powiem najbardziej biorącej udział w przedstawieniu i jeszcze to nagrywa. U nas mąż stoi PRZY GŁOWIE i może żonę potrzymać za rękę, pogłaskać, pocieszyć, wytrzeć czoło itd., ale nie widzi wszystkiego!!!
Przy Weronice mój mąż też nie był przekonany czy chce być czy nie. Ja nie naciskałam, ale jak przyszło co do czego, to siedział przy mnie. Potem było ciężko, bo ja jak mnie coś boli, to się strasznie zamykam w sobie, więc odwróciłam się do niego za przeproszeniem tyłkiem i nie rozmawiałam z nim w ogóle. On widział jak się krzywię no i w pewnym momencie stwierdził że nie wytzyma tego. Ale jak wzięłam znieczulenie i mi przeszło to już było OK, tylko ciągle mówił, że jak już będzie właściwa akcja to wychodzi. A ja stwierdziłam że zrobi jak zechce, bo to jego decyzja. Wyszedł na papierosa a jak wrócił, to okazało się że to już. I wtedy nie miał czasu na myślenie, po prostu został. Potem stwierdził, że nie wyobraża sobie, że mógłby to stracić, bo to cudowne przeżycie. Teraz się ze mną droczy, że już to widział i nie musi drugi raz, ale wiem, że sobie tego nie daruje. Tym bardziej, że u Weroniki nie miał szansy przeciąć pępowiny. A bardzo chce.
Zobaczycie, im bliżej będzie porodu, tym bardziej ich decyzje będą ulegać zmianie. Wy nie naciskajcie, a oni sami podjemą tę decyzję. Ci, którzy naprawdę nie będą mogli się przełamać niech nie będą, bo lekarze zamiast Wami będą się zajmować mdlejącym Tatą.
Powodzenia i cierpliwości dla naszych "gorszych" połówek.