A moja kolezanka to a moja tamto...dziewczyny ja nie chce nikogo obrazic, ale ludzie sa rozni...czesto jest tak ze nie zdaja sie na lekarzy tylko sa bardzo czesto madrzejsi od nich...ja opisze porod w Raszei na moim przykladzie...mysle ze dobre wspomnienia na pewno maja ziazek z tym ze porod przebiegal dosc szybko, ale na pewno nie tylko dlatego...zaczne od tego ze moim lekarzem jest dr Tomasz Dmochowski, na pewno znany z roznych postow, swietny fachowiec, cieply czlowiek...na jednej z wizyt zapytalam go ile kosztowala by jego obecnosc przy porodzie...spojrzal na mnie zdziwiony i powiedzial ze nic by nie kosztowala...polecil mi polozna Alinke, spotaklismy sie z nia dwa razy w szpitalu, raz zajechlismy niespodziewanie bez umawiania sie a ona byla akurat zaraz po porodzie, zmeczona...ale nas przyjela, siedziala z nami godzine na korytarzu i tlumaczyla wszystko...dodam ze doktor Dmochowski bardzo pomogl mi w trakcie ciazy ponieaz pojawily sie klykciny...bardzo sie przejal, zapisal masc, specjalnie przyjechal do gabinetu w sobote zeby mi i mojemu partnerowi pokazac jak smarowac...oczywiscie pieniedzy nie wzial...bardzo sie tym przejmowal, zaprosil mnie tez do szpitala na wymrozenie, dzieki niemu wszystko dobrze sie skonczylo i rodzilam normalnie...do szpitala trafilam 10 dni po terminie na patologie...przeszlam niezbedne badania, leakrze swietni fachowcy, badali ze spokojem, o wszystkim mnie informowali, pielegniarki rowniez bardzo fachowe plus bardzo przyjazne, wszystko zaczelo sie dziesiatego w nocy, skurcze przez cala noc przespalam o 6 odeszly wody o 8 badanie i na porodowke, nawet nie obochodzilo mnie to czy bedzie wanna czy nie z reszta i tak na wanne bylo za pozno, wszystko przebiegalo sprawnie takze zajmowala sie mna polozna, lekarz byl w tym czasie w szpitallu, wpadal co jakis czas o 9 agatka sie urodzila, przedl do mnie z gatulacjami, moj pozniejszy pobyt tez wspominam dobrze choc , moglabym narzekac bo akurat alinka wyjechala na wakacje i byla przy mnie inna polozna, tego dnia byla masa praktykantek w tym jedna uczestniczyla w odbieraniu porodu, tez moglam narzeac ze nie mialam intymnej atmosfery, po porodzie lezalam godzine na korytarzu czekalam na wypisy zeby zwolnilo sie miejsce, tyle bylo porodow w tym czasie, w szpitalu bylam tylko dwa dni bo musieli zwalniac miejsca...ale nie narzekam bo polozna miala prawo w koncu wyjechac na wakacje jest przeciez non stop w pracy, praktykantki byly bardzo mile po porodzie gratulowaly ze tak szybko przychodzily pogadac na korytarzu jak sie czuje czy jakos mi pomoc zminic podklad itp. lekarz tez przydel porozmawiac, upewnic sie ze jest ok. poprosil zeby przyniesli mi dziecko...mala byla caly czas przy mnie...pielegniarki rozne mialy nastorje ale kazdy z nas je ma szczegolnie jak ma mase pracy i jest zmeczony...po prostu robilam to o co prosily a nie zwracalam uwagi czy sie prominnie usmiechaja czy nie...rodzilam bez znieczulenia bo w Raszei go nie podaja ale Alinka mnie uprzedzila i wiedzialam na co sie decyduje..mysle ze trzeba sie wczesniej orientowac i pochodzic po szpitalach i pytac, i jesli ma sie zastrzezenia to tam nie isc a nie sluchac hostorii typu a moja kolezanka to miala straszny porod, moja miala straszny na Polnej ale przeciez takie rzeczy sie zdarzaja...dodam ze mialam wlasne ubranka dla Agatki swoj kocyk dla niej, w lozeczku miala mala zyrafke maskotke, nikt nie oponowal. dziewczyny troche pokory, nigdy nie wiecie jak bylo naprawde, jak cos komus nie po jego mysli poszlo to sie lubi pozniej mscic...nie chce bron Boze nikogo obrazac ale przeciez my tez bywamy nieznosne, ja krzyczalam w czasie porodu bardzo glosno, jak mala wychodzila chcialam uciekac ze stolu tak bolalo, ale nikt mnie nie przywiazywal nie krzyczal...wszyscy rzeczowo tlumaczyli co mam robic...uspokajalam sie i rodzilam dalej...a nawet gdyby ktos krzyknal to co by sie stalo, lekarz tez czlowiek i nie robmy juz z siebie takich aniolow
Tak weic ja raszeje wspominam bardzo dobrze i tyle moge dodac w tym watki