Sawa ja na początku ciąży z góry sobie założyłam, że chcę rodzić siłami natury o ile to będzie możliwe. Zbyt bałam się cesarki, bo cesarka to nie drobny zabieg kosmetyczny, ale poważna operacja. Każdy lekarz Ci to powie. Dziecko przechodząc przez kanał rodny przygotowuje się do życia na zewnątrz. Oczyszcza płuca z płynu, dostaje dawkę hormonów. Wyjęte prosto z brzucha doznaje szoku. Ja nie mówię tu o cc, które jest niezbędne dla ratowania życia matki lub dziecka, mówię o cesarce na życzenie. Kobieta po cc nie może dźwigać dziecka, bo jej się mogą szwy porozchodzić i najmniejszym problemem są te zewnętrzne, które widać i najwyżej pozostanie brzydka blizna. Gorzej z tymi wewnętrznymi, których nie widać i tak naprawdę nie wiesz do końca co się z nimi dzieje.
Ja rodziłam siłami natury i mojego synka 3370 g - nosiłam już w dniu porodu. Moja kuzynka, która jest 6 tygodni po cc do tej pory ma problemy z podniesieniem dziecka a córcia urodziła się jako wcześniak z wagą 2 kg (teraz waży 3100g).
Oczywiście nie jest normą, że po porodzie SN wszystko jest cacy a po cc wszystko bee, ale większość kobiet jednak szybciej dochodzi do formy po naturalnym porodzie, mimo że większość z nich ma nacinane krocze.
Sawa musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest lepsze dla Twojego dziecka. No i ważne jest nastawienie. Ja też jestem panikara, zwłaszcza u dentysty, ale jak jesteś pozytywnie nastawiona na poród to nie jest on taki zły. Ja tak robiłam od początku ciąży. Stwierdziłam, że poród z pewnością będzie szybki i mało bolesny. Bolało, bo trudno żeby nie bolało, ale za to poszło szybko. W 3 godziny od przewiezienia mnie na porodówkę :-) Czego i Tobie życzę :-)