Odkąd zastosowałam dietę bezglutenową czuję sie naprawdę dobrze. Wczesniej to był koszmar, nie wiedziałam co sie ze mna dzieje. Pod wieczór byłam tak w jelitach opuchnieta i tak zle sie czulam ze juz obwinialam mame o to ze podaje jakies swinstwa do jedzenia. A winowajca byl np chleb i inne ziarna ktorych w ciazy nie moge jesc.
Kupilam kilka opakowan chrupkiego pieczywa bezglutenowego, nie uzywam mąki i powoli dochdze do siebie. Mleka tez nie moge ale jogurty tak , w rozsadnych ilosciach.
Bardzo bola mnie biodra ( prawe ) w nocy, poprostu nie moge spac, ale pocieszam sie ze porod juz juz

jeszcze tylko troche cierpienia

Chociaz ogolnie nie moge narzekac, no może jeszcze ten kręgoslup...mam pogłębioną lordozę lędzwiową i to dolewa oliwy do ognia ale też nie jest najgorzej. Jak czytam co te dziewczyny czasem przechodzą pod koniec ciązy to dziękuję Bogu za dobre samopoczucie.
Teraz trochę humorek się pogorszył bo na stronie fundacja rodzic po ludzku poczytalam kilka listów i mam dość. Boże co te biedne kobiety usłyszały od położnych i lekarzy w szpitalu, nie wiem , muszę szybko przestawić myslenie na pozytywne bo przeciez nie jestem królewną i nikt mnie wyjątkowo traktował nie będzie. Najważniejsze jest nastawienie i spokój
