Silva
Mamusia Szymusia
Z uwagi na moje kiepskie dzisiejsze samopoczucie (niskie ciśnienie) teściowa postanowiła bez uprzedzenia do mnie przyjechać, a nawet pomimo prośby żeby nie przyjeżdzała. Ale przynajmniej Szymek miał zajęcie, a ja odpoczęłam chwilę. Ale nerwy mam "lekko" nadszarpnięte... "Szymek nie biegaj, bo się przewrócisz" - to moje ulubione, "Nie chodź na boska po trawie" - totalna przesada, "Nie trzymaj tak samochodu, bo Ci na nogę spadnie" - dodam, że chodziło o zwykły samochodzik metalowy trzymany w ręku
Oczywiście noszenie na rękach wszędzie, wnoszenie po schodach, żeby tylko przypadkiem nie nabił sobie guza. Potem w ten upał (bo u nas dziś parno okrutnie) wykąpała go we wrzątku, aż wypieków dostał - mimo iż nalałam jej wodę o odpowiedniej temperaturze i mimo moich protestów dolała gorącej, całą kąpiel dodatkowo go polewała, żeby się nie wychłodził przypadkiem. W domu 26 stopni, na dworze parówa, a ta mi dziecko przegrzewa... Nawet fakt że miał ostatnio potówki i gorączkę nie pomógł. Po kąpieli sobie kichnął w łóżku, to stwierdziła, że pewnie się rozchoruje, bo założyłam mu po kąpieli najpierw pieluchę, a dopiero potem (minutę później) koszulkę. Następnie weszła do pokoju jak go usypiałam i płaczliwym tonem "Szymuś, babcia sobie jedzie już.." to się dzieciak poryczał... Teraz to mam ciśnienie pewnie ze 140 z tych nerwów!!!

nawet mnie się teraz ciśnienie podniosło... (btw dlaczego nie na boso po trawie jak to i frajda dla dziecka, i fajna sprawa dla stópek?)
