Dopiero odkryłam wątek
Ja dla odmiany mam szpital, gdzie wszystko jest. A propos ubranek, to mi się bardziej podoba ubieranie w szpitalne (i tak jest w szpitalu i zarazki i tak są w powietrzu), potem przebranie na wyjście w swoje ciuszki (u nas jest specjalny pokój na przebieranie na zewnątrz, żeby ograniczyć zarazki szpitalne), a te ciuszki co były w szpitalu zostają w nim. Piorą w 90C w proszku dla dzieci, więc dla mnie to jest ok. Po takim praniu na 100% nie ma na ubrankach zarazków.
Koszula porodowa po porodzie zwykle nadaje się do śmieci, więc warto jakąś gorszą wziąć, albo mieć świadomość.
Biustonosze ciążowe i dla karmiących są o tyle polecane, że się w nich śpi, więc takie z drutami są niewygodne po prostu. A warto przy nawale miec jednak cały czas biustonosz, mi było lepiej. Na nawał pomogła mi szałwia super

Dla mnie szpitalny nr 1 to Tantum Rosa plus spryskiwacz do kwiatów - po każdym skorzystaniu z toalety podmywałam się, osuszałam ręcznikiem papierowym i pryskałam sobie w wiadome miejsce. Na drugi dzień po porodzie siedziałam normalnie, zero obrzęków, paprania, bólu. Spryskiwacz jest genialny do aplikowania tego cuda.
Co do smoczka, myśmy używali i jakoś nie zaburzał karmienia piersią. To bardzo zależy od dziecka. Moje ssało jak odkurzacz, najadał się praktycznie w kilka minut i to cały okres karmienia piersią. Smoczek czasem jest błogosławieństwem. Jak się pojawią problemy z karmieniem to zdążycie zauważyć i odstawić smoczki i butelki.
Co do dokumentów to zwróćcie uwagę na to, żeby mieć wypełnioną kartę ciąży do końca i baardzo ważne jest USG przed porodem, właśnie tak z początku 9 m-ca - bo przy przyjmowaniu do szpitala często nie da się już określić wielkości dziecka, bo się wkręca główka w kanał rodny (u mnie się nie dało), a rozmiar dziecka jest wskazaniem co do porodu (przy dużych dzieciach to wskazanie do cc, i przeciwko podawaniu oksytocyny). Szczególnie że w szpitalach czasem się też zdarza zepsute USG. I ten opis USG musi mieć podpis i pieczatkę lekarza.
Bardzo polecam zabranie zapasów jedzenia, albo zorientowanie się gdzie najbliższe całodobowe jedzenie występuje. Dla rodzącej może być jedzenie w postaci jogurtów, słodkich soczków itp lekkostrawnych rzeczy - jak się ekstremalnie boicie, że was znieczulą ogólnie to można kupić żel dekstranowy w aptece (kalorie, które po kilkunastu minutach od zjedzenia masz wchłonięte i nie ma ich w żołądku). Teraz przeważnie nawet jak jest cc nagłe to znieczulają igłą w kręgosłup, więc można mieć pełen żołądek. A jak wam się trafi jak mi 11godzin w szpitalu to można walnąć z głodu. Druga sprawa to jedzenie dla małżonka czy też osoby towarzyszącej. I tu warto coś mieć bardziej kalorycznego, względnie zapoznać się z okolicą - u nas w szpitalu jest restauracja z tanimi dość obiadami, więc mój sie tam stołował. Trzecia sprawa to jedzenie PO porodzie - mnie tak wyssało że myślałam że umrę z głodu. mimo że skończyłam o 21 swój poród i miałam sytą naprawdę kolację jak dla robotnika fizycznego, to po godzinie mnie już na maksa ssało, a jakoś mi nie przyszło do głowy dzwonić do D. żeby przyniósł żarcie w nocy, i tak jechałam do rana na herbatkach z wielkim cukrem, mniej więcej co godzinę kazałam położnej sobie przynosić rzeczone. A spać bezpośrednio po porodzie się wcale nie chce, mi się zachciało jakoś dobre 16 godzin później. Z tym że poród był maksymalnie naturalny, zero wspomagania. Może po cc lub po oksytocynie jest inaczej, nie wiem tego.
Teraz planuję torbę z żarciem mieć obok torby z ciuchami itp. ;-)