witam........poraz pierwszy korzystam w ogóle z bloga ale nie daję rady.....jestem 3 dni po pogrzebie córeczki......rano 3.02.2010 odebrałam wyniki badań -idealne, ciąza bez komplikacji, wieczorem rozpoczął się horror.Pojechaliśmy z męzem do lekarza prowadzącego bo troszkę bolał brzuch .....dioagnoza:rozwarcie na dwa palce, ropoczęła sie akcja porodowa. w drodze do kliniki zaciskałam nogi bo to jeszcze nie czas to 24 tydzień. musiałam urodzić siłami natury-infekcja wewnętrzna.po narkozie wybudził mnie mąż słowami"Agusia Julcia żyje" oczka mi sie od razu otworzyły. Do inkubatora chodziliśmy aby z Nią porozmawiać.Niestety 06.02.2010 zaprowadzono mnie do Niej żebym się pożegnała. Zdąrzyłam Ją tylko ochrzcić Julia Maria i powiedzieć jak bardzo Ją z tatusiem kochamy i żeby do Nas wróciła.......godz00.40 Julcia od Nas odeszła. Nie mogłam się nawet zobaczyć czy w trumience ma wszystko, pogłaskać ją bo po sekcji zwłok.......Tak niewiele Jej zdąrzyliśmy dać. Zamiast ciepłego kocyka, czułych słówek i dotyku, pieknych chwil.....a my zamiast wybierać mebelki musimy wybrać nagrobek .......a ja czuję niesamowitą pustke bo jeszcze niedawno budziła mnie rano głodna Julcia a dziś sie budzę i nie chce mi się wstać bo Jej nie ma.Moje życie legło w gruzach