Kinga co do jedzenia to podobno wiek naszych maluchów charakteryzuje się właśnie buntem jedzeniowym

i najlepszym wyjściem jest to przetrwać, nic na siłę. Maluchy chcą być coraz bardziej samodzielne a to dobry teren do postawienia na swoim. Jeśli zaczniesz przymuszać osiągniesz efekt odwrotny do zamierzonego... U nas teraz np. jest tak, że Miłek lubi sam jeść i jak może sobie sam do paszczy wrzucić to będzie jadł a jak nie to mam lekki bunt. Więc warzywka i mięsko nabijam mu na widelec (sam jeszcze nie trafia a się wścieka jak mu nie wychodzi) a on sam dalej sobie radzi.
Tylko spokój może nas uratować ;-);-);-)
Możliwe, że jest to też jakaś forma poradzenia sobie z zaistniałą nową sytuacją.
Co do podkrążonych oczu to może być np. z przemęczenia? U Miłka, fakt podkrążone oczy były oznaką choroby, ale do tego miałam jeszcze kilka dodatkowych symptomów. Więc myślę, że spokojnie... jeśli poza tym jest wszystko o.k to nie ma co panikować.. hmm chyba że to się pogłębi itd zresztą sama wiesz najlepiej ;-)
Co do żłobka... To u nas wygląda to tak, ale oczywiście nie mogę zagwarantować, że w innch miastach wygląda to podobnie.
My zaczęliśmy żlobek w środę - dwa tygodnie temu

dokładnie 5 września. Mięliśmy taki termin, bo nowe dzieci przychodzą, w odstępach czasowych, by nie było tak że wszystkie nowe przychodzą na ura jednego dnia. Część dzieci zaczęła już od połowy sierpnia aklimatyzację. Przyszliśmy sobie na 10 spokojnie po śniadanku

i razem posiedzieliśmy ok. godzinkę. Na plus to to że Panie dzielą dzieci tzn. było maluchów ok 12 to Panie podzieliły je na dwie sale po sześć sztuk

plus dwie panie na salę

Miłkowi bardzo się podobało, nowe zabawki takie fajne

ja siedziałam sobie z boku i patrzyłam, założyłam sbobie że nie będę mocno ingerowała bo przecież zaraz Miłek ma zostać tam sam.... I to tyle na pierwszy dzień

W czwartek przyszliśmy też na ok. 10 na 1,5 godz. W piątek też na 1,5. Tylko Miłek pierwszy raz został sam. Bardzo się bałam.. oj nie muszę nawet wam pisać co ja przeżywam przez te ostatnie tygodnie. Siedziałam z nim 30 min i jak się bardzo zabawił powiedziałam że idę kupić bananka i zaraz będę. Wróciłam, Miłek się bawił i nawet nie chciał wyść, uciekł do drugiej sali a jak wzięłam go na ręce to zaczął płakać. W poniedziałek też z nim weszłam (taki wymóg, bo po weekendzie) posiedziałam ok. 30 min i wyszłam na... godz.... Przyszłam w porze obiadu i Pani "ciocia" powiedziala, że nie płacze więc spróbują dać mu obiadek, jeśli bedzie płakał to wtedy ja mu dam w innej sali by nie stresować maluszków bez mamuś. Niestety po ok. 5 min przyszedł płaczący mój maluch biedny, ale ze mną ładnie zjadł.
Ogólnie to wygląda tak że ok. 3-5 dni dziecko przychodzi z rodzicem (zależy od dziecka) potem ok. 3-5 dni zostaje na trochę samo + obiadek. Potem przychodzi rano na śniadania zostaje już samo do obiadku czyli do ok. 12 ale rodzić powinnen być wcześniej wrazie jakiś płaczków przy jedzeniu. I po ok 2 tyg maluch zostaje na leżakowanie, ale o ile to możliwe jeszcze nie na cały dzień. Ja się miotam bardzo z tym żłobkiem, ale jak na razie Miłek zadowolony i bardzo chętnie idzie, w sztni to już drzwi próbuje otwierać prowadzące na korytarz do sal... Ale ja hmmm nie byłabym sobą gdym nie szukała dziury w całym i na razie bardzo to przeżywam...
Najmocniej was przepraszam za taki elaborat.


