pożalę sie Wam tu troszkę. chodzi o moją tarczycę. Byłam już 3 razy u endokrynologa (w ciągu tygodnia) i okazało się, że poziom TSH rosnie mi, więc mam niedoczynność tarczycy, która jest wrodzona ;( Dostałam jakieś hormony (jeszcz musze oczywiście skonsultować z moją ginką). Mam je zażywać i znów za miesiąc zgłosić sie na kontrolę. Po ciąży czeka mnie jakiś zabieg. Nie wiem co, bo oczywiście nie zapamiętałam.
jedno co mnie pociesza, to to, że dziecko nie jest jakos bardzo teraz zagrożone, ale potem (jeśli bym nie zażywała tych lekarstw) mogłoby dojść do wcześniejszego porodu.
i jeszcze jedno: kobietka endokrynolog pochwaliła moją ginkę, że wysłała mnie na to badanie i szybko zareagowała... Z tego też się cieszę.
Ale ogólnie mam humor:
BEZ KIJA NIE PODCHODŹ
chociaż obiecałam sobie, że ciążę przeżyję w spokoju, bez moich przyzwyczajeń do stresowania się. Ale to chyba nie jest dla mnie sytuacja naturalna (to nie stresowanie się), więc powoli pekam i boję się,że urodzę jakiegoś narwańca.