ja z jednej strony już bardzo kocham kruszynkę która każdego dnia daje o sobie znać i wytyka nóżki w któryś bok, tak żebym mogła je pogłaskać a z drugiej strony kompletnie nie dociera do mnie że, będe miała za chwile obok, drugie dziecko, że to już nie będzie tylko Laura, za którą mogę w ogień skoczyć, że będę musiała to wszystko jakoś podzielić- nie potrafie sobie tego w tej chwili wyobrazić...
Ale podejrzewam, mam taką nadzieję, że jak urodzę, wszystko jakoś naturalnie sie poukłada.
Dziś sen z powiek spędza mi zostawienie Laury na czas porodu.To jest dla mnie bardzo trudna kwestia.Bo nie chcę sama rodzić a z drugiej strony....
Przepłakałam wczorajszy wieczór i podjęłam decyzję, że jeśli moja mama nie zdąży dojechać na czas, będę sama rodzić a Robert zostanie z niunią.
W pierwszej wersji, znajomi mieli się nią zając "w razie czego" ale jakoś ciężko mi na samą myśl, że ma zostać, mimo że z zaprzyjaźnionymi to jednak w jakims sensie obcymi ludźmi, którzy przecież nie wiedzą np jak ona lubi zasypiać i co jak będzie płakać za mamą i tatą, i co wtedy??przecież wciąż jest taka malutka.
Dlatego, lepiej będzie chociaż z tatusiem, a mamusia musi wziąść się w garść, bo urodzić i tak trzeba. będę musiała dać sobie jakoś rade, chociaz cholernie sie boje.