reklama

Wątek PORODOWY :)

Oj ja też mam takie obawy , żebym umiala kochać dzieci jednakowo i nie faworyzować zadnego, mam jednak nadzieję, że dam radę rozlożyć milość do dzieci po rowno i żadnego nie skrzydzić..))

6c8ac34a9d.png


2ff2fcf6e9.png


888f779fe9.png


NADIA-879.gif
 
reklama
Ja jak bylam z zocha w ciazy to strasznie sie balam sie ze nie pokocham jej jak mojego chrzesniaka, za ktorym bym w ogien wskoczyla, a to co poczulam jak polozyli mi ja na brzuchu przeszlo moje pojecie, nigdy bym sie nie spodziewala ze mozna cos takiego czuc, nawet nie mozna tego opisac slowami. Do teraz jak patrze na jej usmiechnieta buzie to jakos tak od razu cieplej na serduszku. No i oczywiscie teraz mam to samo uczucie, tylko teraz boje sie ze maluszka nie pokocham tak mocno jak zosi...
Magda, wiem, co czujesz. Ja swoją Juleńkę to bym schrupala normalnie. A jeszcze jak coś fajnego powie i przy tym ten jej uśmiech... Miodzio :laugh2:
Oj ja też mam takie obawy , żebym umiala kochać dzieci jednakowo i nie faworyzować zadnego, mam jednak nadzieję, że dam radę rozlożyć milość do dzieci po rowno i żadnego nie skrzydzić..))
Ula, też mam pewne obawy i przygotowuje Małą, że "przyjdzie" do domu dzidzius, że będzie plakał, że będę go karmila piersią i lulała... Nastawiam się, że przy małym dziecku nie ma dużo "roboty" i wolny czas poswięcę Julii. Ale to narazie teoria....
 
Ja jak bylam z zocha w ciazy to strasznie sie balam sie ze nie pokocham jej jak mojego chrzesniaka, za ktorym bym w ogien wskoczyla, a to co poczulam jak polozyli mi ja na brzuchu przeszlo moje pojecie, nigdy bym sie nie spodziewala ze mozna cos takiego czuc, nawet nie mozna tego opisac slowami. Do teraz jak patrze na jej usmiechnieta buzie to jakos tak od razu cieplej na serduszku. No i oczywiscie teraz mam to samo uczucie, tylko teraz boje sie ze maluszka nie pokocham tak mocno jak zosi...

Tak ślicznie o tym piszecie, a ja się kompletnie nie mogę wczuć w mamusiowy klimant. Nie ruszają mnie maleńkie ciuszki, a wszystkie dzieci wydają mi się takie brzydkie i denerwujące... I mam wyrzuty sumienia, że tak mi się w głowie mąci.
Mam nadzieję, że jak zobaczę małą to się odmieni... :-(
 
Ciril ja też będę rodzić w CZMP w łodzi.Mam takie pytanie załatwiasz sobie może położną?Bo ja nad tym myślę. Mój lekarz może nie trafić w dyżur akurat jak będę rodzić.I czy orientujesz sie co trzeba zabrać do szpitala dla maluszka?
P.s dla mnie najlepsze na zaparcia jest kawa zbożowa wypita rano ale zalana ciepłym mlekiem nie wodą.
 
Tak ślicznie o tym piszecie, a ja się kompletnie nie mogę wczuć w mamusiowy klimant. Nie ruszają mnie maleńkie ciuszki, a wszystkie dzieci wydają mi się takie brzydkie i denerwujące... I mam wyrzuty sumienia, że tak mi się w głowie mąci.
Mam nadzieję, że jak zobaczę małą to się odmieni... :-(
Melania mam 3 kolezanki które wrecz niewyobrażały soebie bycie MATKAMI i poświecic sie bez reszty dzieciom. Kazda zaliczyła wpadke i teraz jednej córa ma 12 lat drugiej syn 10 a trzeciej 5 I wszystkie sa nadopiekunczymi patkami i zycia bez swoich pociech so bie niewyobrazają.
Niekazdy ma odrazu instynkt ale najwazneijsze ze przychodzi w odpowiednim momencie.
 
Tak ślicznie o tym piszecie, a ja się kompletnie nie mogę wczuć w mamusiowy klimant. Nie ruszają mnie maleńkie ciuszki, a wszystkie dzieci wydają mi się takie brzydkie i denerwujące... I mam wyrzuty sumienia, że tak mi się w głowie mąci.
Mam nadzieję, że jak zobaczę małą to się odmieni... :-(

Ja Ci się przyznam, że też nie dopadło mnie od razu. Do końca czekałam czy urodzi się dziewczynka, czy nie będzie psikusa i wyjdzie chłopczyk ;-) i dlatego za bardzo nie gadałam do brzucha moja córeczko czy takie tam, bo jakby urodził się synek, to by mi przykro było :baffled:. No tak miałam. Później jak już zobaczyłam Martynkę po urodzeniu, to wcale nie spłynęło na mnie morze miłości i czułości. To się zmieniło dopiero jak po pierwszym tygodniu wspólnego życia, które spędziliśmy u moich rodziców, wróciliśmy do naszego domu. Ja się uczyłam miłości do swojego dziecka i cieszyłam się jak sąsiadka opowiadała, że na początku nie jest różowo i nie trzeba się uśmiechać 24 na dobę, przyjmować wszystkich gości i udawać, że macierzyństwo, to jest to bez czego nie można sobie życia wyobrazić. Boli za przeproszeniem tyłek, cycki rozsadza nawał, macica się kurczy, spać się chce i w głowie tyle pytań bez odpowiedzi. Dla mnie poród był bardzo szokującym przeżyciem. W ostatecznym rozrachunku pozytywnym, bo po baby-bluesie szybko się pozbierałam, ale pomyślcie sobie, że trzeba jednak trochę czasu, żeby znów wrócić do myśli, że dziecko, które tyle czasu mieszkało w brzuchu jest już na zewnątrz. To jest mimo wszystko stres.
 
Czyli, że jeszcze się nie muszę biczować, że jestem wyrodną matką?
No ja nie planowałam dzidziusia jeszcze, i stąd może te wątpliwości.
 
:szok::szok::szok: To się namęczyłaś Bidulko!!!!!

U mnie wywolywali (bylo 10dni po terminie). Rano w sobotę odszedl mi czop, potem dostalam oksytocynę i zastrzyk "rozluzniający" szyjkę. Przeczyscilo mnie zaraz po podlączeniu kroplowki (tak gdzies kolo poludnia), a o 4 odeszly wody (jeden wielki chlust, ktory z wrazenia zaciskalam nogami:laugh2:). Pochodzilam po korytarzu tak do 4 cm i polozna zadecydowala, ze mogę wejść do jacuzi. Ulga niesamowita, jakbym na jakiś czas "wstrzymala" skurcze :tak: Kolo 11 wieczorem zaczelo mnie konkretnie bolec, mimo masazu wodnego. Polozna kazala wyjsc, zeby mnie zbadać. Bylo wtedy 8cm rozwarcia. Mialam coraz mocniejsze skurcze (takie, przy ktorych wbijalam Piotrkowi paznokcie w szyję:baffled:), znowu badanko i na koziolka. Trzy parte i Jula byla na swiecie 10 min. po polnocy (w Wielkanoc:laugh2:). Potem jeszcze urodzilam łożysko:laugh2:, pozaszywaly mnie:baffled::dry:, i przystawily Malą do piersi. Zaraz potem bylyśmy w pokoju. Cisza byla totalna, a przy mnie moja Kruszynka z czarnymi oczkami:laugh2: Niesamowite uczucie:tak:

Edytor/korekta:
Nie 10, tylko 9 dni po terminie :P


ale się rozmarzyłam, aż łezka zakręciła mi się w oku.... :)
 
reklama
Czyli, że jeszcze się nie muszę biczować, że jestem wyrodną matką?
No ja nie planowałam dzidziusia jeszcze, i stąd może te wątpliwości.

Ja Ci się przyznam, że też nie dopadło mnie od razu. Do końca czekałam czy urodzi się dziewczynka, czy nie będzie psikusa i wyjdzie chłopczyk ;-) i dlatego za bardzo nie gadałam do brzucha moja córeczko czy takie tam, bo jakby urodził się synek, to by mi przykro było :baffled:. No tak miałam. Później jak już zobaczyłam Martynkę po urodzeniu, to wcale nie spłynęło na mnie morze miłości i czułości. To się zmieniło dopiero jak po pierwszym tygodniu wspólnego życia, które spędziliśmy u moich rodziców, wróciliśmy do naszego domu. Ja się uczyłam miłości do swojego dziecka i cieszyłam się jak sąsiadka opowiadała, że na początku nie jest różowo i nie trzeba się uśmiechać 24 na dobę, przyjmować wszystkich gości i udawać, że macierzyństwo, to jest to bez czego nie można sobie życia wyobrazić. Boli za przeproszeniem tyłek, cycki rozsadza nawał, macica się kurczy, spać się chce i w głowie tyle pytań bez odpowiedzi. Dla mnie poród był bardzo szokującym przeżyciem. W ostatecznym rozrachunku pozytywnym, bo po baby-bluesie szybko się pozbierałam, ale pomyślcie sobie, że trzeba jednak trochę czasu, żeby znów wrócić do myśli, że dziecko, które tyle czasu mieszkało w brzuchu jest już na zewnątrz. To jest mimo wszystko stres.
Instynkt Matki jest w nas od początku. I budzi się albo szybko, albo trochę wolniej... Trzeba zdać sobie sprawę, że to Maleństwo , ktore nosiłyśmy tyle czasu pod sercem, jest teraz bardziej bezbronne i zdane tak naprawdę tylko na Nas:tak: Mnie zaskoczył fakt, że wczułam się w rolę mamy bez najmniejszego oporu i przyszlo "to" do mnie samo :laugh2: Z każdym dniem, jak Julka zaczęła się uśmiechać znikało zmęczenie, które niestety mi chronicznie dokuczało. Bo na początku rzeczywiście nie jest różowo :sorry2:... jak to można zobaczyć w filmach :laugh2::laugh2::laugh2:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry