reklama

Wątek PORODOWY :)

reklama
Aniaaa długo opowiadac. Ale tak w skrócie skurcze zaczeły sie w niedziele popołudniu a Niki ur we wtorek o 11:10 wiec wykonczenie zmęczenie i ogólne osłabienie:-( I pamiętam słowa mojej ginki, ze dla włąsnego zdrowia lepiej jakbym juz nierodziła:)))
 
:szok::szok::szok: To się namęczyłaś Bidulko!!!!!

U mnie wywolywali (bylo 10dni po terminie). Rano w sobotę odszedl mi czop, potem dostalam oksytocynę i zastrzyk "rozluzniający" szyjkę. Przeczyscilo mnie zaraz po podlączeniu kroplowki (tak gdzies kolo poludnia), a o 4 odeszly wody (jeden wielki chlust, ktory z wrazenia zaciskalam nogami:laugh2:). Pochodzilam po korytarzu tak do 4 cm i polozna zadecydowala, ze mogę wejść do jacuzi. Ulga niesamowita, jakbym na jakiś czas "wstrzymala" skurcze :tak: Kolo 11 wieczorem zaczelo mnie konkretnie bolec, mimo masazu wodnego. Polozna kazala wyjsc, zeby mnie zbadać. Bylo wtedy 8cm rozwarcia. Mialam coraz mocniejsze skurcze (takie, przy ktorych wbijalam Piotrkowi paznokcie w szyję:baffled:), znowu badanko i na koziolka. Trzy parte i Jula byla na swiecie 10 min. po polnocy (w Wielkanoc:laugh2:). Potem jeszcze urodzilam łożysko:laugh2:, pozaszywaly mnie:baffled::dry:, i przystawily Malą do piersi. Zaraz potem bylyśmy w pokoju. Cisza byla totalna, a przy mnie moja Kruszynka z czarnymi oczkami:laugh2: Niesamowite uczucie:tak:

Edytor/korekta:
Nie 10, tylko 9 dni po terminie :P
 
Ostatnia edycja:
dokładnie Aniaaa, omdlenie akurat nie boli, tylko siły już brak a dzidzia jeszcze siedzi:baffled: u mnie to samo pod koniec, tylko, że pewnie nie z powodu godzin (w sumie 6)- /czarna współczuje/ a wypierania takiego klocka ponad 4 kilogramowego- ja to mówie jak 4/5 torebki cukru:laugh2:

a dzisiaj była u mnie szefowa Roberta i tak spojrzała na mnie i powiedziała, że ja to chyba będe mieć duże dziecko ... Ona urodziła 3, wszystkie ponad 4kilowe i każde kolejne było większe- ostatni syn miał 4800 (!) m a s a k r a :P
a ja tu miaąłm nadzieje, że będzie mniejsze bo tym razem i tak mam dużo mniejszy brzuchol :P ale wiem, wiem- nie od wielkości brzucha zależy waga dziecka, ale tylko głośno sobie dumam :))
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
:szok::szok::szok: To się namęczyłaś Bidulko!!!!!

U mnie wywolywali (bylo 10dni po terminie). Rano w sobotę odszedl mi czop, potem dostalam oksytocynę i zastrzyk "rozluzniający" szyjkę. Przeczyscilo mnie zaraz po podlączeniu kroplowki (tak gdzies kolo poludnia), a o 4 odeszly wody (jeden wielki chlust, ktory z wrazenia zaciskalam nogami:laugh2:). Pochodzilam po korytarzu tak do 4 cm i polozna zadecydowala, ze mogę wejść do jacuzi. Ulga niesamowita, jakbym na jakiś czas "wstrzymala" skurcze :tak: Kolo 11 wieczorem zaczelo mnie konkretnie bolec, mimo masazu wodnego. Polozna kazala wyjsc, zeby mnie zbadać. Bylo wtedy 8cm rozwarcia. Mialam coraz mocniejsze skurcze (takie, przy ktorych wbijalam Piotrkowi paznokcie w szyję:baffled:), znowu badanko i na koziolka. Trzy parte i Jula byla na swiecie 10 min. po polnocy (w Wielkanoc:laugh2:). Potem jeszcze urodzilam łożysko:laugh2:, pozaszywaly mnie:baffled::dry:, i przystawily Malą do piersi. Zaraz potem bylyśmy w pokoju. Cisza byla totalna, a przy mnie moja Kruszynka z czarnymi oczkami:laugh2: Niesamowite uczucie:tak:
...a przy mnie moja kruszynka z czarnymi oczkami.......

Jak czytam taki finał, to od razu mniej się boje porodu.
 
:szok::szok::szok: To się namęczyłaś Bidulko!!!!!

U mnie wywolywali (bylo 10dni po terminie). Rano w sobotę odszedl mi czop, potem dostalam oksytocynę i zastrzyk "rozluzniający" szyjkę. Przeczyscilo mnie zaraz po podlączeniu kroplowki (tak gdzies kolo poludnia), a o 4 odeszly wody (jeden wielki chlust, ktory z wrazenia zaciskalam nogami:laugh2:). Pochodzilam po korytarzu tak do 4 cm i polozna zadecydowala, ze mogę wejść do jacuzi. Ulga niesamowita, jakbym na jakiś czas "wstrzymala" skurcze :tak: Kolo 11 wieczorem zaczelo mnie konkretnie bolec, mimo masazu wodnego. Polozna kazala wyjsc, zeby mnie zbadać. Bylo wtedy 8cm rozwarcia. Mialam coraz mocniejsze skurcze (takie, przy ktorych wbijalam Piotrkowi paznokcie w szyję:baffled:), znowu badanko i na koziolka. Trzy parte i Jula byla na swiecie 10 min. po polnocy (w Wielkanoc:laugh2:). Potem jeszcze urodzilam łożysko:laugh2:, pozaszywaly mnie:baffled::dry:, i przystawily Malą do piersi. Zaraz potem bylyśmy w pokoju. Cisza byla totalna, a przy mnie moja Kruszynka z czarnymi oczkami:laugh2: Niesamowite uczucie:tak:

Gosiu nic dodać nic ująć - finał jest najpiękniejszy.
Maluszek przystawiony do piersi, rączka na cycysiu, oczka wpatrzone albo zamknięte.
Tylko Ty i dziedziuś - Twoje marzenie.
 
Taak, to najpiękniejsze co można przeżyć. Nosisz to dzieciątko pod serduszkie tak długo i wyobrażasz sobie jakie ono będzie? A potem jak już je zobaczysz to łzy radości same płyną po policzkach..)))

6c8ac34a9d.png


2ff2fcf6e9.png


888f779fe9.png


NADIA-879.gif
 
reklama
Ja jak bylam z zocha w ciazy to strasznie sie balam sie ze nie pokocham jej jak mojego chrzesniaka, za ktorym bym w ogien wskoczyla, a to co poczulam jak polozyli mi ja na brzuchu przeszlo moje pojecie, nigdy bym sie nie spodziewala ze mozna cos takiego czuc, nawet nie mozna tego opisac slowami. Do teraz jak patrze na jej usmiechnieta buzie to jakos tak od razu cieplej na serduszku. No i oczywiscie teraz mam to samo uczucie, tylko teraz boje sie ze maluszka nie pokocham tak mocno jak zosi...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry