Ja tak leżałam bez dziecka po pierwszym porodzie. 10 dni. I w tym czasie trzy dziewczyny się przewinęło przez mój pokój. Ciężko było, fakt. Ale mimo wszystko jakoś na spokojnie to przyjęłam. Wszystko zależy od indywidualnych możliwości dziewczyny, jak sobie radzi ogólnie z życiowymi sprawami, jak podchodzi do tego, co jej los szykuje. Ja z kolei nie chciałabym leżeć z inną mamą która ma dziecko na oiomie czy neonatologicznym jak mój Tymek. Miałam w pokoju normalnie i wesoło i było łatwiej.
Według mnie bezspornie indywidualną opieką powinny być objęte mamy, które straciły dziecko. Nie tylko po to by uszanować ich tragedię. Ale takie sąsiadowanie jest też kłopotliwe dla drugiej strony. No bo co tu powiedzieć? Żadne słowa nie naprawią tego co się stało. Nic nie mówić? Chyba jeszcze gorzej. Ja bym się z taką aniołkową mamą czuła fatalnie, winna że ja urodziłam zdrowe i żywe dziecko a jej dziecko na pewnym etapie nie dało rady. Chciałabym się pod łóżko schować, byle tylko nie krzywdzić jej naszą obecnością.