Dla pierworodnego zakupiłam polskiego El-jota. Poza ceną i wielkością gondoli nie ma żadnych zalet. Bardzo szybko posypał się hamulec i system składania, odpadły zatrzaski, na które mocowało się przykrycie gondolki. Ciężki, oporny zarówno w wersji głębokiej jak i spacerowej. Acha, spacerówka co prawda duża, ale pasy były w ten sposób zrobione, że dziecko 6-8 miesięczne (nie należące do najmniejszych) zsuwało się notorycznie. Siedzisko było za szerokie, natomiast oparcie za krótkie. Wyglądało to przekomicznie. Zimę jakoś przeżyliśmy, a na wiosnę kupiliśmy wózeczek spacerowy austriackiej firmy hoco (obejrzeć można na
www.hoco.at). Kupiliśmy ten wózek w Niemczech (mieszkam przy granicy polsko-niemieckiej, a w naszym mieście z wózkami cieniutko). Wózek jest leciutki 5,5 kg. Wnoszę go złożonego na drugie piętro z synkiem (15 kg) na drugiej ręce lub tuptającym po schodkach za rączkę. Ma dużą budkę, obszerny kosz na zakupy, odpinany pałąk, pasy 5-punktowe, regulowane wysokie oparcie. Regulowane oparcie na nózki (dwie pozycje - pozioma i pionowa). Dodatkowo można wpiąć z tyłu do budki taki ochraniacz przed wiatrem i słońcem. Wady - brak okienka w budce, takiego do podglądania malucha, jasna tapicerka na pałąku i siedzisku, przez co trzeba dość często prać, a zdjęcie tapicerki to około pół godziny zabawy ze śrubokrętem w ręku. I w zasadzie to jedyne mankamenty tego wózeczka. Cena 70 Euro, czyli ok. 250-280 zł. Myślę, że dla drugiego dziecka także wybierzemy się do Goerlitz po wózek hoco albo hauck, widziałam już takie z wkładem dla noworodków, z ciekawym wyposażeniem. O ile nie będą zbyt ciężkie i drogie, to na pewno któryś wybiorę. Acha, i w Niemczech nie ma problemu z gwarancją. W razie problemów nie bawią się w serwisowanie, naprawianie tylko wymieniają na nowy, nie robiąc z tego łaski.