Ja rodziłam w październiku ale na porodówce byłam dwa razy. Za pierwszym razem z powodu skurczy i buli położyli mnie tam bo musiałam czekać na łóżko a jeszcze się nie zwolniło bo wypisy dopiero po 12. Szpital jako budynek wygląda mało zachęcająco. Że tak się wyrażę czasy PRL. Aczkolwiek czysto i schludnie. Są dwie sale porodowe. Jedna dwuosobowa pełniąca zarazem funkcję sali do porodów rodzinnych oraz duża sala z dyżurką położnych w której znajdują się 3 łóżka. Wszystko od siebie odseparowane parawanami. Łazienka jest ładnie zrobiona i nie odstrasza swoim wyglądem

Co do wyglądu sal poporodowych to są albo 2 albo 4 osobowe w zależności która się trafi. Ja na początku leżałam na 4 osobowej a później na dwu. Nie ukrywam że jednak sala dwu osobowa daje lepszy komfort. Wygląd sal określiła bym jako schludny. Niema się co spodziewać luksusów w starym szpitalu który od lat czeka na przeniesienie.
Co do studentów to podczas mojego porodu nie było bo rodziłam w nocy. Jak leżałam wcześniej na porodówce to kręcili się studenci ale jak dla mnie osobiście byli bardzo pomocni. Zresztą zawsze można się nie zgodzić na obecność studentów podczas porodu. Czy trafi się na studentów czy nie wszystko zależny od szczęścia i pory w której się rodzi. Po porodzie owszem byli studenci ale byli nie narzucający się i bardzo pomocni bo np zmieniali pościel, przynosili rzeczy o które się prosiło bo często po porodzie niema się siły kiwnąć palcem i każda pomoc jest potrzebna. Często było tak że studentki pomagały przy dzieciach, pokazywały jak karmić, przystawiać do piersi. Później jak musiałam leżeć z maluchem to dotrzymywały mi towarzystwa bo mój M nie mógł bez przerwy z nami siedzieć.
Dalej co do porodu. Przy moim porodzie było w sumie 3 lekarzy i jeden dochodzący, ale akurat rodziłam w terminie że jak jedna urodziła to druga wchodziła rodzić i miejsca brakowało. Położna pytała się mnie o wszystko o nacięcie że trzeba zrobić o oxytocyne czy zgadzam się żeby podać. Podawała mi wodę i ocierała pot z czoła. Podczas samego porodu były dwie położne jedna mi pomagała przeć a druga odbierała maleństwo. Jeden lekarz murzyn zresztą przed parciami siedział i trzymał mnie za rękę i głaskał żebym się nie denerwowała bo miałam straszne drgawki których nie mogłam opanować i starał się odwrócić moją uwagę. Podczas szycia było dwóch lekarzy bo bardzo popękałam pomimo cięcia którego nawet nie poczułam.Po porodzie rano przyszła do mnie lekarka która mnie szyła i pytała się jak się czuję i mnie zbadała. Maleństwo od razu dostałam na brzuszek jak tylko się urodził. Zaraz po zbadaniu i zmierzeniu jak jeszcze nie mogłam urodzić łożyska dostałam go z powrotem do momentu aż nie zaczęłam rodzić łożyska. Po porodzie nie jedzie się od razu na salę trzeba jakiś czas leżeć na sali pod kontrolą czy nic się nie dzieje. Położne cię myją i przebierają. Dla mnie było to dość krępujące ale zrobiły to w bardzo delikatny sposób i sprawiły że nie czułam się przy tym tak bardzo skrępowana. Zaraz po tym z powrotem dostałam moje maleństwo i przystawiałam je do piersi i tak sobie leżeliśmy chyba z 30 minut a potem na sale.
Później wygląda to tak że jeżeli chcesz odpocząć maleństwo jest u położnych a jeżeli nie to jest przy tobie. Ja z początku nie miałam siły się nawet ruszyć więc dopiero dostałam malucha rano ale się na niego naczekałam ponieważ zbyt zmęczona źle zrozumiałam informacje i myślałam że mi je przyniosą a nie poinformowałam pielęgniarki o tym że chce żeby było odrazy ze mną.
W ciągu tych dni jak jesteś w szpitalu maluch przechodzi kompleksowe badania i ty również jesteś pod kontrolą. Maluch jest razem z tobą w sali. U mnie wyglądało to troszkę inaczej ze względu na to że Kacperek zaraz w pierwszej dobie miał spadek tętna i zapalenie płuc. Niestety był przypadkiem tz. niestandartowym więc został przebadany z karzdej strony.
Tak jak mówię ja byłam bardzo zadowolona i napewno kolejnym razem również wybiorę dyrekcyjną. Leżały ze mną osoby które nie były zadowolone ale wydaje mi się że też dóżo zależy od twojego podejścia i tego czego oczekujesz. Zdecydowałam się na ten szpital bo wiedziałam że ja i maleństwo jesteśmy pod opieką dobrych lekarzy a w mniejszym stopniu mnie interesowało jak będzie wyglądała sala i ile będzie osób ze mną rodziło. Choć miałam nadzieję rodzić z mężem ale się nie udało. Zresztą jak już się rodzi to naprawde nic się nie liczy byle tylko zobaczyć maleństwo i żeby w końcu przestało boleć.
Eh rozpisałam się ale jakoś tak mnie na wspomnienia wzieło.
