Witam.
Na Chałubińskiego leżałam ze skórczami na patologii ciąży w 2007 roku. To był wtedy mój 33-35 tydzień ciąży. Wcześniej również leżałam na ginekologii i bardzo chciałam również tam rodzić, ale lekarz do którego chodziłam w czasie ciąży nie pracował w żadnym szpitalu.
Termin porodu miałam wyznaczony na 10 lipca. 11 lipca ok.7 rano zaczęły po troszeczku odchodzić mi wody, ale jeszcze się nie zorientowałam, że to już właśnie się zaczyna. Około południa stwierdziłam, że coś jest nie tak. Zabrałam torbę i pojechałam do szpitala. Skórczy prawie nie miałam, a i wód płodowych coraz mniej, a do tego dziecko było ułożone poprzecznie. Po badaniu i usg lekarz który mnie przyjmował oświadczył, że od razu na oddział i cc. Ale niestety, przyszedł w tym czasie drugi lekarz i powiedział, że w żadnym razie mnie nie przyjmą bo jest tylko 1 wolne łóżko a on właśnie ma swoją pacjentkę na korytarzu.
Skończyło się na tym, że urodziłam na Brochowie, gdzie zawieźli dla mnie karetką, bo tam akurat było wolne miejsce.
Więc dziewczyny, jeśli nie macie lekarza prowadzącego, który będzie pracował w szpitalu, w którym chcecie rodzić to niestety, musicie się liczyć z tym, że odejdziecie z kwitkiem.
Co do lekarzy w tym szpitalu to w większości są OK. I tutaj wielki szacunek dla dr. Kaniaka. Ale zdażają się i mniej fajni, niestety. Zapewniam Was, że nie było mi miło siedzieć wtedy na korytarzu i słuchać jak się kłucą czy mnie przyjąć czy nie

Co do Brochowa, to rzeczywiście, pielęgniarki mało sympatyczne, za to anestezjolog FANTASTYCZNY, przemiły i rzeczywiście dba o pacjentkę, szkoda, że nie pamiętam nazwiska. Pediatrzy? Jedna bardzo miła, tłumaczyła wszystko sama, druga okropna, bez kija nie podchodź. To wszystko zależy na kogo się trafi i czego się oczekuje.
Ktoś pytał co trzeba mieć dla dziecka na Brochowie. 2 lata temu musiałam mieć pieluszki jednorazowe i maść do pupy, które wkłada się do wózeczka, w którym wozi się dzieciątko. Jeśli poprosicie to pielęgniarki ubiorą po kąpieli dziecko w Wasze ciuszki, ale jeśli nie to ubierają w szpitalne i zawijają w taką szmatkę co to niby betem ma być ;-). Koszulę do porodu dostałam szpitalną (i całe szczęście).
Jeśli, któraś chce nosić majtki poporodowe to tylko takie z siateczki. Flizelinowe nie nadają się bo skóra strasznie się pod nimi poci i lekarze krzyczą jak takie zobaczą. I jeszcze podkłady poporodowe.
Dzieci dokarmiają z kieliszków (niestety nikt nie pytał mnie o zdanie), dla postronnych obserwatorów jest to dość drastyczny widok, ale to dobrze, ponieważ dziecko nie przyzwyczaja sie do smoka.
W sumie gdybym miała jeszcze raz rodzić to mogłyby być to te dwa szpitale, chociaż skłaniałabym się jednak ku Chałubińskiemu.