Kochane z tymi lekarzami to jest naprawdę koszmar, ja mogłabym ksiażkę napisać o tym co przeszłam, Wam napiszę tylko w wielkim skrócie.
U mojej córci wszystko chyba sie zaczęło od szpitala, urodziła sie z zakażeniem bo ja miałam pewnie już bakterię wiec podano jej antybiotyk. Całą zimę, bo urodziła sie w listopadzie jakoś wytrwaliśmy bez żadnych chorób, mimo, ze długo nie karmiłam piersią, dopadła nas jednak alergia, wysypki. W sierpniu przeziębiłam ją chyba nad jeziorem i tu nasza opowieść sie zaczyna, u małej stwierdzsono infekcję i dostała antybiotyk, oczywiscie katar zszedł na oskrzela, potem były szczepienia, często "ustrzeliwane" między chorobami, były więc wiecznie katary, które schodziły na oskrzela, wylądowałyśmy z zapaleniem oskrzeli i zmianami w płucach w szpitalu, goraczka nie spadała poniżej 39st chyba ze 3 dni, leciała wiec dożylnie na pyralginie, ale minęło i było ok!, potem znów choroba, bo zwykłe syropki i leki nie pomagały, stan sie wiecznie pogarszał, wiec z bólem serca podawałam kolejny antybiotyk znów 2 tyg zdrowia i powtórka z rozrywki. Amelcia chorowała średnio raz w iesiacu, po 5 antybiotykach w lutym załapała jelitówkę, szpital zakaźny, 3 dni i po krzyku, choć "przeleciała" nas wszystkich ta jelitówka, Potem znów jakaś choroba- dostałam właśnie tą diagnozę zapalenie zatok-mała dostała antybiotyk, po 4 dniach gorączka 39st, sobota-ambulatorium-diagnoza poszło na uszy, więcj najsilniejsze zastrzyki-lincocin, jednak choroba nie przechodziła miesiąc! wtedy poszłam SAMA po rozum do głowy i zabrałam małą na wymazy z noska i gardła! okazało sie, że mała ma w nosie bakterię (i tu wielkie zdziwienie streptococus pneumonioa-pneumokok brzmiał jak wyrok, pół lekarzy u których byłam chciało szczepić, pół nie kazało) daliśmy odpowiedni antybiotyk po którym dodatkowo wystąpiła biegunka i miałam go zmienić, przeszło !bakteria jakiś czas była w nosku, ale sama zniknęła potem i było już ok. wtedy zaczęłam szukać lekarzy, bo już homeopatię, zioła i leki były za nami,Zmieniliśmy wtedy lekarza, nasza cudowna pani pediatra zawsze robiła wymazy i na wstępie krew, czekałyśmy do samego końca z podawaniem antybiotyków i choroby nas zaczęły omijać! i wtedy małej przeszło i trzymała sie już "prawie zdrowo" do następnej zimy! Znów zaczęły sie choroby, ale krótsze, lżejsze i zawsze z badaniami!!
Akcji z lekarzami miałam sporo- chodziliśmy prywatnie do "sławy" z Lublina, niby było super, ale po jakimś czasie skapnęłams ie, ze wiecznie ten sam zestaw leków na mojej ostatniej wizycie u tego pediatry okazało się, że mała ma zapalenie płuc-lekarz stwierdził to osłu****ąc moje dziecko pomiędzy odbieranymi telefonami!! wkurzyłam sie, wiec pojechałam do wujka internisty, aby osłyuchał mała, okazało się że oskrzela z wydzielina, ale zapalenia płuc nie było. Była też akcja z panią pediatrą ze szpitala dzieciecego, mała chorowała i trafiłąm na nią w ambulatorium w sobotę, nie bardzo wiedziała co jest grane, wiec dostała Bactrim a po ni uczulenia, wezwałam ją wiez prywatnie do domu, jak usłyszała o wysypce, to od razu przez telefon powiedziała, ze szaleje szkarlatyna i to pewnie to, moja córcia miała tylko na plecach wysypkę, ale że pani doktor bardzo sie spieszyło i nie chciała normalnie zbadać mi dziecka, to mała się rozwyła, wiec i czerwone gardło, dostała antybiotyk na 12 dni!!! oczywiscie nie uwierzyłam w szkarlatynę, poszłam do naszej lekarki, zrobiliśmy badanie krwi na przeciwciała ASO oraz wymaz i to nie była szkarlatyna!!
Teraz mamy cudowną panią lekarkę rodzinną, a nie pediatrę!
Kochane najważniejsze jest nieleczenie w ciemno!! Róbcie przy długo trwajacych katarach wymazy, bo często antybiotyk jest nie ten co trzeba, róbcie zawsze krew, w wynikach krwi widać, czy wirusowa infekcja, czy jakieś zakażenie! Znajdzcie dobrego lekarza, to naprawdę podstawa.
Już was nie zanudzam, jedynie ostrzegam, bo dziś różnie z tymi lekarzami.