Dziewczyny , damy rade, teraz już raczej wyjścia nie ma:-)
Też martwię o finanse, tylko mąż pracuje, kredytów w pierony i druga dzidzia....
Ale u nas sprawdziło się , że jak Bóg daje dziecko to daje też na dziecko. Jak zachodziłam w pierwszą ciążę to mąż miał słabo płatną pracę, ja byłam na wylocie, wynajmowaliśmy maleńką kawalerkę. Dzisiaj mamy 3 pokojowe mieszkanie, na razie bardziej banku niż nasze, ale jednak. Mąż zmienił pracę, jest mniej w domu ale zarabia na rodzinę, bez kokosów, dość skromnie, ale dajemy radę.
I tak to sobie tłumaczę, że w zasadzie- przynajmniej w naszym wypadku- tak bardzo to koszty nie wzrostną. Mam nadzieję, że do porodu Hania będzie już po treningu czytsości, czyli bilans w pieluch w rodzinie pozostanie stały. Może tym razem będę mogła dłużej karmić piersią- znowu ekonomia. Hania zresztą i tak mniej już mleka pije, więc i bilans mleczny w rodzinie wyjdzie na zero. O ciuchy dla Hani nie muszę się martwić, dostaję w leasing od starszych córek przyjaciółek.
w zasadzie wszystko dla dziecka mam, a przynajmniej to co najdroższe: wózki, osprzęt. Muszę dokupić tylko tapczanik dla Hani za kilka miesięcy , ale sosnowe łóżeczka to nie jest znowu wydatek ponad możliwości. Mam też tą wyzszość tym razem , że wiem już jakie są realne potrzeby dziecka i wielu gadzetów które kupowałam przy Hani dziś bym nie kupiła. Po narodzinach Hani szaleliśmy z kremami, balsamami, herbatkami i w ogóle, daliśmy się wkręcić reklamom. Dzisiaj wiem, że większość tego nie jest niezbędna. Becikowe przeznaczymy na szczepienia dla nowego tuptusia i chyba zrobimy innowację, zamiast szczepionek 6 w 1 weźmiemy wariant państwowy, ale w zamian za to zaszczepimy na pneumo, meningo , rota i ospe- bo to był dla nas spory wydatek przy Hani.
Czyli finansowo wcale tak bardzo koszty miesięcznie nie wzrosną. Mamy przyjaciół i rodzinę męża która na pewno zapyta co nas kupić. Dziś już będę pragmatyczna i zamiast worka ciuchów poproszę teściową o zapas pieluch- bo tego idzie ogrom. Ciuchy mam od koleżanek , a i dla siebie ciążowe jeszcze mam, a pora rodzenia podobna do Hani.
Czyli...DAMY RADĘ
Fizycznie będzie ciężko i nie ma się co oszukiwać. Podejrzewam, że pierwszy rok w 4 bedzięmy mieli wyjęty z życiorysu, a już na pewno te miesiące zgrywania ze sobą rytmów dnia. No jakoś to trzeba będzie przeżyć. Tego trochę się boję, nie powiem , tym bardziej, że ja po cesarce będę do siebie dochodziła dłużej, a mąż posiedzi ze mną niezadługo. Cóż, przy prawidłowej organizacji powinniśmy dać jakoś radę. Zresztą wyjścia nie ma. Mam na szczęście męża- pomocna dłoń. Hania ma prawie 1,5 roku a my dalej do niej wstajemy 2-3 razy w nocy , więc w tej materii pewnie wiele więcej się nie zmieni. Tyle, że będzie rozdział tatuś wstaje do jednego , mamusia do drugiego...Byle przetrwać pierwszy rok, bo potem Hania pójdzie do przedszkola, a junior będzie już w miarę w komunikatywnym wieku.
Dziewczyny , ja wiem, że nie będzie łatwo, ale idzcie i popatrzcie na swoje ruchliwe dzieciaczki teraz....Buźka uradowana? To teraz pomyślcie , że będą dwa...
U nas ta ciąża była przemyślana. Dla nas to chyba najlepszy moment. Doszliśmy do wniosku , że jeśli wyszlibyśmy z pieluch , zaczęli przesypiać noce to chyba potem nie zdecydowalibyśmy się na drugie, zbyt leniwi jesteśmy;-)