sawi
szczęśliwa żona i mama
najważnijesze że zareagowałaś i pojechałaś na IP i że jest wporządkuDzięki, dzięki, dzięki Wam Dziewczyny za wsparcie! Od razu napiszę, że jest OK!!!Przepraszam,że dopiero teraz daję znać, ale wczoraj wg również Waszych zaleceń szybko udałam się do szpitala. Miałam ogromne obiekcje, bo już przeżyłam trochę uprzejmości ze strony służby zdrowia w naszym mieście i wolałam się poważnie zastanowić, zanim podjęłam decyzję.:-(
Dotarłam do szpitala po 21 i położono mnie od razu na oddziałZbadana zostałam gdzieś dopiero około północy, ale wcześniej dostałam leki na podtrzymanie. Przeżyłam koszmar kiedy pielęgniarka - nie położna zabrała się do słuchania tętna płodu i nie mogła go wysłuchać. Omal nie umarłam. W drodze na oddział łzy lały mi się jak grochy :-( Tu już położna jeszcze raz podłączyła mnie pod machinę i wysłuchała tętno 156 maleńkiej. Odetchnęłam z ulgą, ale jeszcze nie mogłam się doczekać USG. Doktórka stwierdziła, że wszystko jest w porządku, ale po badaniu okazało się, że mam jakiś polip u wejścia do szyjki i może to z niego, ale pewna nie jest... I znów dodatkowe leki i do odpoczynku... Całą noc nie spałam. Pani, która leży ze mną jest przeziębiona i duje jak chłop, no a poza tym pełno myśli miałam w głowie. Ostatecznie zdrzemnęłam się godzinę z papierem toaletowym w uszach
O 6 rano znów badanie tętna, które gdzieś słabo słyszalne jest, ale jest i tylko słychać jak mała mi po brzuchu śmiga... Krew i mocz utoczony i tu raczej dobrze, ale nadal erytrocyty w moczu i nadal ślady krwi na papierze toaletowym. Zatem leżę tak na płask i chodzę siku tylko. Mąż przywiózł mi dopiero teraz lapka i mogę Wam zdać relację. Poleże tak do poniedziałku, jeśli będzie oki... Już się w końcu trochę uspokoiłam. Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
my wczoraj mielismy pogode śliczną,grila sobie strzeliliśmy ze znajomymi,wypiłam leszka bez % ale nie bardzo mi podszedł,mam jeszcze KARMI więc spróbuje sobie dziś i moze mi posmakuje
Przepraszam,że dopiero teraz daję znać, ale wczoraj wg również Waszych zaleceń szybko udałam się do szpitala. Miałam ogromne obiekcje, bo już przeżyłam trochę uprzejmości ze strony służby zdrowia w naszym mieście i wolałam się poważnie zastanowić, zanim podjęłam decyzję.:-(
Zbadana zostałam gdzieś dopiero około północy, ale wcześniej dostałam leki na podtrzymanie. Przeżyłam koszmar kiedy pielęgniarka - nie położna zabrała się do słuchania tętna płodu i nie mogła go wysłuchać. Omal nie umarłam. W drodze na oddział łzy lały mi się jak grochy :-( Tu już położna jeszcze raz podłączyła mnie pod machinę i wysłuchała tętno 156 maleńkiej. Odetchnęłam z ulgą, ale jeszcze nie mogłam się doczekać USG. Doktórka stwierdziła, że wszystko jest w porządku, ale po badaniu okazało się, że mam jakiś polip u wejścia do szyjki i może to z niego, ale pewna nie jest... I znów dodatkowe leki i do odpoczynku... Całą noc nie spałam. Pani, która leży ze mną jest przeziębiona i duje jak chłop, no a poza tym pełno myśli miałam w głowie. Ostatecznie zdrzemnęłam się godzinę z papierem toaletowym w uszach
O 6 rano znów badanie tętna, które gdzieś słabo słyszalne jest, ale jest i tylko słychać jak mała mi po brzuchu śmiga... Krew i mocz utoczony i tu raczej dobrze, ale nadal erytrocyty w moczu i nadal ślady krwi na papierze toaletowym. Zatem leżę tak na płask i chodzę siku tylko. Mąż przywiózł mi dopiero teraz lapka i mogę Wam zdać relację. Poleże tak do poniedziałku, jeśli będzie oki... Już się w końcu trochę uspokoiłam. Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
