A ja się posprzeczałam z M. Ogólnie to był dziwny weekend. Znajomy zorganizował męski wieczór co zawsze obiecywał że nas też zaprosi (kobiety) na ognisko. To więc my poszłyśmy do knajpy same - faceci mieli dojść jak trochę tam pobędą. My wściekłe bo tydzień temu byli na wyjeździe na zlocie, za tydzień też więc mamy prawo chcieć trochę z nimi pobyć. Koleżanka to deszczu im życzyła. Żona od zapraszającego kolegi też na

siedziała u siebie w domu i stwierdziła że nie zejdzie bo nie ma prawka kat. A i nie jest facetem (też z brzuszkiem - termin koniec sierpnia). W końcu facetom było nudno bo z xxx osób które miały przyjechać byli tylko nasi

Więc po nas dzwonią że jednak mamy przyjść. W końcu ognisko się rozkręciło - mężczyźni poszli po kiełbachy i picie, a kobiety rozpaliły ognisko (oni siedzieli przy tlącym się nie wiadomo czym). Myślałam że tak posiedzimy do 12, 1 w nocy i się zwiniemy bo znajomi też musieli dojechać do domu (dziecko pod opieką babci). I tak rozmawialiśmy że wtedy pójdziemy. Ale jak to faceci mają mało w d.... i im dużej tym im bardziej się chce. Ja oczywiście trochę przewrażliwiona na hałas (też tak macie?) i trochę się męczyłam. Żebra też mnie bolały - strasznie jakoś macica mi na żebra uciska i normalnie wkurza to mnie. No i nasi genialni faceci stwierdzili że oni jednak chcą dużej zostać. M stwierdził że mnie odprowadzi i wróci. No i uruchomiła się moja reakcja emocjonalna - czyt. płakanie z byle powodu i po prostu nie mogę tego powstrzymać. Po prostu smutno mi się zrobiło bo jakbym chciała sam się kłaść to bym pojechała ostatnim autobusem do siebie. I tak całą drogę nie umiałam powstrzymać łez - wpadłam w rodzaj histerii. On oczywiście zdziwiony że pierwszy raz mu takiego focha zrobiłam. A mi tylko chodziło o to że jak już się na coś nastawiłam to mi ciężko się przestawić. Dodatkowo to wkurzyło mnie że taki wielkie obrażenie że nie może zostać. Jakbym wcześniej wiedziała to mógłby mnie odprowadzić do siebie i bym się tak nie męczyła (już nie raz tak robiliśmy i nie miałam jakiś pretensji).
Najlepsze jest to że jak się w domu uspokoiłam to oczywiście wygoniłam go z powrotem bo jakoś nie mogę patrzeć na minę "zbitego psa".
Koleżanka powiedziała mężowi że ona sam dziecka na górę nie zaniesie - więc musiał i tak się z nią zmywać


Ja tak naprawdę to całe dnie spędzam sama i później mi się robi smutno. Ja wiem że on do pracy chodzi i nawet jakbyśmy razem mieszkali to i tak siedziałabym sama. Mam jakieś kiepskie nastroje. Boję się że coś z Maleństwem będzie nie tak, że może być chore lub jak sobie z tym wszystkim poradzę. Wiem że nawet jakbym krowę urodziła to i tak bym ją kochała

bo moja przecież. Chyba włączają mi się leki przedporodowe. Ostatnio jeszcze koleżanka opowiada mi o znajomych jaką to mają cudowną córkę z ZD - i jeszcze bardziej mnie nakręca. Wiadomo że różne sytuacje są w życiu i nie wątpię że jest cudowna ale jakby jej rodzice mieli wybierać to by woleli żeby była zdrowa. Z chorobą dziecka to chyba nigdy nie można się pogodzić ewentualnie tylko zaakceptować i kochać maleństwo.
M powiedział że nie widzi innej opcji jak zamieszkanie u niego w pokoju - ciasno ale jakoś niby damy radę. Nie jestem pewna czy to pamięta po sobocie (bo wtedy to mówił). Poczekam i zobaczę co dalej. Remont dachu tamtego domu jeszcze się nie zaczął więc z niczym innym ruszyć też nie można. Ja sobie też zdaję sprawę że na M to wszystko tak zostało narzucone. I tamten dom i taka odpowiedzialność i że Harleya sobie nie kupi (bo kasę musi tam ładować). Wszystko przez kasę człowiek wiecznie musi sobie coś odmawiać.
Zastanawiam się jeszcze co ZUS wymyśli. Znając mnie to jeszcze się tam nachodzę. Nie wiecie czy jak lekarz wypisuje L4 na zus to czy potrzebuje NIP Zus-u czy tylko jaki to ZUS?
Maleństwo ruchliwe, niekiedy to aż mi się niedobrze robi tak mi żołądek uciska lub oddechu nie mogę złapać jak na przeponie się opiera.