U mnie duże zakupy nosi mąż a jak w tygodniu polecę, to tylko po drobnicę. Soki, proszki itp. możesz kupować z partnerem i niech on dźwiga. Ja wiem, że jest równouprawnienie i panowie mocno się tego trzymają, ale jak ktoś ma w głowie poukładane, to na to nie pozwoli. Ja też sprzątanie mam teraz lekkie, reszte mąż robi bez marudzenia, sam o tym wie i nic nie mówi.
Rozumiem kobiety z małymi dziećmi, które muszą czasem dziecko podnieść, jeśli nie ma nikogo w pobliżu a koniecznie muszą, to cóż robić... ale myślę, że i tak każdy robi to z głową i nosi dziecko w ostateczności. Wszystko też zależy od zagrożeń, jak koś normalnie śmiga i nie ma przeciwwskazań, to i w polu w burakach sobie poradzi jak nasze babcie ;-)