Hej kochane, dawno nie pisalam, ale część z Was podpytuje co u nas. Otóż moje życie od dwóch tygodni to koszmar..... Jak wiecie 9 dnia w dniu wypisu z maleńką (kiedy szczęście mnie rozpierało) po dojściu do samochodu złapał mnie silny ból nie do opisania. Początkowo myślałam, że to skręt jelit i wróciłam z maleńką do szpitala....wymiotowalam z bólu i się wiłam. W międzyczasie karmiłam małą, płacząc niemiłosiernie.... Po kilku lekach dożylnie nic nie puściło, kazali jechać do drugiego szpitala, żeby zobaczyli mnie specjaliści. Wtedy milion diagnoz, począwszy od zapalenia, a skończywszy na ciężkim wodonerczu ( co się potwierdziło). Miałam mieć zabieg na już, ale przyszedł ordynator i stwierdził, że być może za kilka dni minie i mam brać ketonal. Po powrocie do domu w dzień wypisu od razu 39. Po dwóch dniach nie spania, nie jedzenia wylądowałam w szpitalu ponownie, jak sprawdzili zastój to mnie wrzucili na łóżko i na cito jechałam na blok operacyjny przy znieczuleniu zewnątrz oponowym. Jeszcze jestem zacewnikowana, ale już tak nie cierpię.... Fizycznie oczywiście bo psychicznie koszmar.... Nie mam Elenki, odciągam i wylewam mleko... Moja tęsknota jest nie do opisania......patrzę na zdjęcia, które mi przysyła mąż i widzę jak się zmienia ta moja niunia. Jego też podziwiam, praktycznie sam...Już jej tyle nie widzę..... :-(
Wszystkim rozpakowanym mamusiom gratuluję.... Za dwupaczki trzymam kciuki.....
A co z Ewcią??
Całuję...