Byłam dziś na II wizycie u gin (10 tydzień) jednak wkurzyłam się, bo była to wizyta ekspresowa, moja gin "leciała" do szpitala bo jakiś nagły wypadek. I teraz jestem zła, smutna i ryczę (ryczałam), bo miałam nadzieję, że po tej wizycie w końcu się uspokoje i zaczne pomalutku cieszyć, a tu nic. Dzidzie widziałam w przelocie, USG było szybkie, ale zdążyłam zobaczyć jak mocno już fika i jaka jest duża, masakra............... Gin dalej zapisała mi luteinę (teraz doustną, miałąm dopochwową), chyba zapobiegawczo, bo we wrześniu miałam poronienie. Mówi, ze z dzidzią wszystko ok. Ale przez to co sie stało jest taka, hm... mało optymistyczna, w sumie może nie chce żebym w razie czego znów cierpiał??? Jednak wkurzyłąm się bo nie zdążyłam z nią pogadać. Nie wiem czy mam brać jakieś witaminy, na razie biorę tylko kwas foliowy? I nie wiem co z badaniami, czy na razie żadnych nie robić, bo nie kazała? A następną wizytę mam za 4 tygodnie. I jeszcze jedno zastanawiam się nad tym szczegółowym USG, to jest genetyczne tak? Czy są jakieś wskazanie dla tego USG czy robicie je po prostu dla świętego spokoju (że tak powiem)? Bo też o tym myślę, pytałam mojej gin i powiedziała, że jak chce to mogę iść zrobić. Ale ona widzi, że na razie jest ok. Pytanie ile widzi, bo jednak takiego sprzętu nie ma. Więc głośno się zastanawiam i proszę o poradę. A w ogóle jak znaleźć takiego gin w okolicy? Mam szukać takiego co robi USG genetyczne, tak? A czy to jest USG 3d, czy "zwykłe", ale dokładniejsze?