Przypomniało mi się, że chciałam Wam opisać jakie starodawne praktyki stosują w szpitalu, w którym rodziła moja koleżanka. Wyobraźcie sobie, że dzieci nie przebywają z matkami w pokojach. Kobiety równo co 3 godziny idą na karmienie. W nocy nie karmią. Dzieci są karmione sztucznie. A co najgorsze to od razu po porodzie dziecko jest zabierane (matka widzi je tylko przez kilka minut) i dopiero po kilku godzinach matka idzie je nakarmić. Nikt dziecka nie przywiezie matce, jeśli ona nie ma sił wstać z łóżka. Tak więc chcąc niechcąc przygoda z karmieniem piersią na ogół kończy się zanim się zaczęła. Poza tym jeśli matka czuje się dobrze i wszystko się u niej ładnie goi, a dziecko musi z jakiegoś powodu zostać w szpitalu (tak jest w przypadku mojej koleżanki), to matka jest wypisywana, a dziecko samo zostaje. W tym szpitalu nie ma też oddziału patologii. Wszystkie leżą razem, bez względu na to z jakiego powodu.
Podsumowując



















Narzekałam na szpital, w którym rodziłam, ale cofam to wszystko;-)